Rozterka szósta

19 04 2009

czyli wyprawa po złote runo

Era książki wypożyczanej potrwała w moim życiu dość długo. Jednak po upływie kilku lat, biblioteka przestała mi wystarczać. Okazało się bowiem, że są takie książki, do których chce się wracać i to wcale nie po to, żeby po latach przypomnieć sobie ich zapomnianą treść, ale przeciwnie – po to, aby powtórnie zatopić się w znajomym świecie i jeszcze raz poczuć panującą w nim atmosferę. Poprzestając na możliwościach oferowanych przez bibliotekę, byłbym skazany na wypożyczanie tych samych książek w kółko, tym samym odbierając, a w najlepszym razie znacznie opóźniając innym potencjalnym kandydatkom możliwość stania się moimi ulubienicami, do których zechcę powracać. Jedynym wyjściem z tego błędnego koła bibliotecznej adoracji było nowe zdefiniowanie celu wypożyczania książek. Postanowiłem zatem, że odtąd biblioteka posłuży mi za punkt rozpoznawania wartości książek, które zechcę włączyć do własnego księgozbioru.

Wkrótce mądrość ludowa dowiodła swej wartości, okazało się bowiem, że człowiek planuje, a Opatrzność krzyżuje. Kryzys objawiał się nie tylko brakami w strawie dla ciała, ale i dla ducha, sprawiając, że półki w księgarniach upodabniały się do haków w sklepie mięsnym. Jednak dla młodego umysłu – cokolwiek oderwanego wówczas od problemów polityczno-gospodarczych – problem ten nie istniał. Chcesz mieć książkę? Cóż prostszego – idź do księgarni i ją sobie kup.

Chęć posiadania po raz pierwszy obudziła się we mnie po lekturze książki pod tytułem "Nawiedzony dom". Wbrew pozorom, wcale nie był to horror z białą damą w roli głównej, ale powieść przygodowa dla młodzieży. Odkryłem ją jeszcze w czasach myszkowania wśród książek starszej siostry i odtąd z wypiekami na twarzy czytywałem ją z częstotliwością raz na dwa tygodnie. Całkowicie, a bezpodstawnie przekonany, że jest to jedyne dzieło autorki, której nazwisko widniało na okładce, nie przyszło mi do głowy, by pytać o inne jej książki w bibliotece. Tym łatwiej wyobrazić sobie moje niebotyczne zdumienie, kiedy pewnego dnia, dokonując rutynowego przeglądu biblioteczki pod nieobecność siostry, odkryłem na jednej z kolorowych okładek znajome nazwisko: Joanna Chmielewska. Łapczywie rzuciłem się do czytania i nie zawiodłem się – „Zwyczajne życie” w pełni dorównywało „Nawiedzonemu domowi”. Po upolowaniu w bibliotecznej dżungli i pożarciu drugiej części „Zwyczajnego życia” pod tytułem, nomen omen, „Większy kawałek świata”, postanowiłem wyruszyć na podbój na razie najbliższego kawałka świata księgarskiego.

Przy najbliższej okazji zwierzyłem się siostrze ze swoich planów.

– Nie zaszkodzi spróbować – powiedziała oględnie, z wyrazem lekkiego powątpiewania na twarzy i wręczyła mi spis okolicznych księgarń z MPiK-iem na czele.

Zaopatrzony w ten nowoczesny odpowiednik mapy, mogłem zatem wyruszyć na poszukiwanie skarbów. Wkrótce okazało się, że wyprawa ta miała więcej wspólnego z mitami i baśniami, niż mi się wydawało. Bez trudu, co prawda, trafiłem do MPiK-u, ale na tym zakończyły się moje sukcesy zdobywcy. MPiK okazał się wyludnionym, niewielkim pomieszczeniem, w którym więcej było reprodukcji przedstawiających jelenie na rykowisku niż prasy i książek, to mnie jednak nie zniechęciło. Przepełniony nadzieją, radością, ekscytacją i innymi miłymi uczuciami, podszedłem do lady i uroczyście zwróciłem się do siedzącej za nią Pani:

– Czy są jakieś książki Joanny Chmielewskiej?

– Nie ma! – krótko rzuciła Pani, nie obdarzając mnie ani uśmiechem ani spojrzeniem.

Takiej odpowiedzi nie przewidziałem. Obawiałem się raczej zasypania mnie dziesiątkami tytułów, z których nie wiadomo, który wybrać. Całkowicie zaskoczony, nie byłem zdolny do odwrotu.

– Jeszcze czegoś chcesz? – Tym razem Pani oderwała wzrok od okna i przyjrzała mi się niechętnie.

Milczałem, czując, jak przenikliwe spojrzenie zaczyna powoli, lecz systematycznie wwiercać się we mnie. W skołowanym z nagła umyśle kołatało mi się tylko jedno pytanie: czy tak jak ja teraz czuły się ofiary bazyliszka lub Meduzy…?

Nie spuszczając ze mnie wzroku, Pani Gorgona wstała, wolno podeszła do lady i oparła się o nią. Mimowolnie zrobiłem krok do tyłu. Czyżby szykowała się do skoku…?

– No…? – ponagliła mnie. – No, pytam!

Przechyliła się przez ladę. Zaraz wyciągnie w moją stronę łapę uzbrojoną w pazury…

Dłużej nie czekałem. Odwróciłem się i czym prędzej uciekłem, zatrzaskując za sobą drzwi do pieczary, przekonany, że zostawiam za sobą całe stosy upragnionych książek, ukrytych na zapleczu. Że też nie miałem przy sobie choćby najmniejszego lusterka!

Przekonawszy się, że zdobycie przedmiotu pragnień nie jest takie łatwe, popadłem w rozpacz i zniechęcenie. Na szczęście, po raz kolejny przyszła mi w sukurs siostra. Przede wszystkim sprowadziła mnie na ziemię.

– Coś ty – powiedziała z rozbawieniem, kiedy opowiedziałem jej o swoim starciu ze smoczycą. – Nic przed tobą nie ukrywała. Nie chciałam ci wcześniej mówić, ale Chmielewskiej nie znajdziesz w żadnej księgarni. Prędzej w antykwariacie.

Antykwariat? To było coś nowego.

– To coś w rodzaju księgarni – wyjaśniła mi siostra. – Tyle, że zamiast nowych książek można tam kupić stare.

Okazało się, że również w naszym mieście istnieje jedna taka kopalnia złota. Pytanie, czy strzeżona przez jakiegoś zazdrosnego Skarbnika albo Skarbonkę? Pokonując niepewność i obawę, postanowiłem przekonać się o tym w najbliższym czasie, przeczuwając widocznie, że kto nie ryzykuje ten nic nie zyskuje.

Wynik pierwszej wizyty był nieco dwuznaczny. Co prawda, nie było akurat żadnej z książek, na które polowałem, ale za to Pani okazała się bardzo miła i zanim mi to oznajmiła, dokładnie sprawdziła zawartość kilku półek. W chwilę później, omal nie udusiłem się z wrażenia, kiedy dodała, że owszem, parę dni temu coś było. Niestety, nie mogła przypomnieć sobie tytułu.

– Zaglądaj tu od czasu do czasu – powiedziała z uśmiechem, kiedy wychodziłem, czując się, jak poszukiwacz złota, któremu ktoś sprzątnął grudkę szlachetnego kruszcu z jego własnego sita.

– Oczywiście – odparłem z przekonaniem, już układając w myślach harmonogram kolejnych wypraw po złoty piasek i zastanawiając się, czy dwa odsiewy w tygodniu aby na pewno wystarczą.

Kilkanaście wizyt w antykwariacie w ciągu najbliższego miesiąca wystarczyło, by już na sam mój widok anielsko cierpliwa Pani informowała mnie, że niestety, nic dla mnie nie ma, a w końcu zaproponowała mi umowę, że jak już coś będzie, to schowa głęboko i nie sprzeda nikomu, oprócz mnie. I że, wobec tego, nie muszę przychodzić co drugi dzień. Propozycję przyjąłem, ale bez sugerowanego aneksu, bo jak wiadomo, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

W końcu moja wytrwałość została nagrodzona i pewnego dnia Pani triumfalnie wręczyła mi odłożony dla mnie skarb. Systematyczne polowania zdążyły obudzić już we mnie żyłkę kolekcjonerską, dzięki czemu mojego szczęścia nawet w najmniejszym stopniu nie zakłócił fakt, że skarbem okazał się „Nawiedzony dom”, który od dawna stał na półce w pokoju siostry i który znałem prawie na pamięć. Teraz był to bowiem początek mojej własnej kolekcji, w dodatku stanowiący wynik długotrwałych i cierpliwych starań. Być może jeszcze kilka miesięcy wcześniej, nabycie „Nawiedzonego domu”, chociażby w MPiKu, nie stanowiłoby dla mnie aż tak doniosłego przeżycia, a kto wie, czy w ogóle kupiłbym wówczas tę książkę. Czy zatem niemożność momentalnego zrealizowania swoich pragnień nie powinna być na dłuższą metę rozpatrywana raczej w kategoriach dobrodziejstwa niż udręki? Czyż to nie brak natychmiastowej ziszczalności sprawia, że bardziej doceniamy swe marzenia, kiedy już się spełnią…?

Inne rozterki znajdziesz tutaj:

Rozterka pierwsza, czyli skąd wzięła się we mnie potrzeba bycia kimś – Kliknij

Rozterka druga, czyli pisarzem być, to jest coś – Kliknij

Rozterka trzecia, czyli odnaleźć się w gąszczu liter – Kliknij

Rozterka czwarta, czyli poezja nie wystarczy – Kliknij

Rozterka piąta, czyli inicjacje biblioteczne – Kliknij


Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: