Rozterka pierwsza

13 04 2009

czyli skąd wzięła się we mnie potrzeba bycia kimś

Doświadczenia zbieramy przez całe życie, przy czym te wczesne, bodajże z pierwszych trzech lat życia, są wyjątkowe, choć ich znaczenie odkrywamy stopniowo, przez następne lata młodości, dojrzałości i starości. Podobno jednak, choć bardzo wczesne, nie są to doświadczenia najwcześniejsze. Wrażenia, jakie odbieramy jeszcze w łonie matki, mogą okazać się co najmniej równie ważne, a na pewno znacznie trudniejsze do odtworzenia, zwłaszcza, jeśli nie przemawiają do nas techniki rebirthingu czy regresji, bo w końcu iluż z nas rozmawia ze swoimi matkami o tych dziewięciu miesiącach naszego bezpowrotnie utraconego poczucia bezpieczeństwa? Zresztą pamięć ludzka jest nie tylko zawodna, jest również wybiórcza, nie możemy więc wymagać, by matka szczegółowo pamiętała cały tamten czas. Czasem jednak zdarza się, że jakieś wydarzenie utkwi głęboko w jej pamięci i pewnego dnia podzieli się nim z nami, wyjaśniając, być może, jakiś niezrozumiały fragment naszej osobowości. Tak właśnie było ze mną.

Miałem wówczas niespełna osiemnaście lat i kończyłem liceum, pławiąc się w dramatycznym poczuciu niezrozumienia mnie przez świat i wynikającej stąd bezsensowności dalszej egzystencji. Upojne chmary samobójczych myśli napływały do mnie co najmniej kilka razy w tygodniu, co, paradoksalnie, stanowić miało niezbity dowód mojej nadzwyczajnej dojrzałości. Po co żyć, skoro nie tylko nikt cię nie kocha, ale nawet nie rozumie? Nikogo nie obchodzi, kim jesteś, co myślisz i co czujesz. Jesteś niepotrzebny, myślałem smętnie, w miłym poczuciu męczeństwa, zupełnie jeszcze nieświadomy faktu, że nie każde męczeństwo czyni bohaterem.

Mniej więcej taki właśnie nastrój, choć, rzecz jasna, starannie ukrywany przed całym światem, towarzyszył mi w chwili, kiedy matka znienacka odkryła przede mną rąbek tajemnicy życia – mojego życia. Byłem jej trzecim dzieckiem, a drugim z trzech synów – oczywiście najmniej chcianym, jak podejrzewałem. Rozmawialiśmy o lekarzach – świetny temat, jeśli tylko lubi się narzekać i krytykować – i dochodziliśmy właśnie do wniosku, że te wszystkie konowały funta kłaków razem nie są warci i lepiej do nich nie chodzić, bo człowiek w najlepszym razie tylko sobie nerwy zszarga, jeśli już uda mu się ujść z życiem.

– To ci któryś zostawi nożyczki w brzuchu, a to przyszyje śledzionę do wątroby – tłumaczyła mi, z lubością powtarzając swoje ulubione przykłady. – Albo leczą cię na serce, jak masz zapalenie płuc. Znałam jednego takiego, co teraz leży pod trawnikiem, a był z niego chłop jak dąb. Ale takich to już mamy doktorów. – Westchnęła i odłożyła żelazko, przerywając na chwilę prasowanie. – A już najgorsi to są ginekolodzy – dodała ze zgorszeniem. – Przykładów daleko szukać nie muszę, bo chodziłam do jednego takiego, jak byłam z tobą w ciąży.

W tym miejscu ciekawie nadstawiłem ucha.

– Chodziłam do niego już wcześniej, przy Joli i Mariuszu i nie był taki zły – przyznała uczciwie, choć raczej niechętnie. – Ale jak poszłam z tobą, to wiesz, co mi powiedział?

Nastąpiła dramatyczna chwila przerwy.

– No? – rzuciłem ponaglająco, nie przeczuwając jednak finału.

– Powiedział: "To już trzecia ciąża, tak? To co, będziemy usuwać?"

Bezmyślnie patrzyłem na matkę, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co słyszę i czekając jakiegoś dalszego ciągu.

– No i co, zgodziłaś się? – spytałem głupio.

Matka sięgnęła po następną koszulę ojca i wprawnie, choć nieuważnie potraktowała ją żelazkiem.

– Jak mogłam się zgodzić, skoro teraz z tobą o tym rozmawiam – zauważyła przytomnie i z lekkim politowaniem. – Powiedziałam mu, żeby raczej nie spodziewał się moich kolejnych wizyt, wyszłam i więcej go na oczy nie widziałam. Bezczelny! – I z trzaskiem odstawiła żelazko.

Dopiero później, stopniowo docierał do mnie sens tego wydarzenia. A jeśli ja, jako płód, w jakiś empatyczny sposób zrozumiałem to wszystko, co się wówczas stało? Ale przecież takie doświadczenie chyba zostawiłoby we mnie jakiś ślad? Na przykład, niechęć do ginekologów. Albo lekarzy w ogóle. Po zastanowieniu, doszedłem jednak do wniosku, że to nie to. Bo tak naprawdę, to ja nie mam nic do lekarzy. Większość z nich to porządni ludzie. Może więc odbiło się to na mnie jakoś inaczej? Choćby w postaci poczucia winy za sam fakt istnienia? I może to stąd wzięła się we mnie ta przemożna potrzeba stania się kimś, żeby dobitnie i triumfująco zaznaczyć i usprawiedliwić swoją obecność na tym padole…?

Inne rozterki znajdziesz tutaj:

Rozterka druga, czyli pisarzem być, to jest coś – Kliknij

Rozterka trzecia, czyli odnaleźć się w gąszczu liter – Kliknij

Rozterka czwarta, czyli poezja nie wystarczy – Kliknij

Rozterka piąta, czyli inicjacje biblioteczne – Kliknij

Rozterka szósta, czyli wyprawa po złote runo – Kliknij


Działania

Information

2 responses

18 02 2011
Awicca

Ostatnie dzieci urodzone po swoich braciszkach i siostrzyczkach, przez jakiś czas kojarzyły mi się z rozpieszczanymi beniaminkami, dopiero potem zaobserwowałam pewną zbieżność, że najmłodsze w rodzinie czuje się, jakby na przyczepkę, tuż przed decyzją – usunąć, a może urodzić, już takie „zdarzyło” się, a nie jest tym oczekiwanym pierworodny. W przeważającej mierze te najmłodsze pociechy starają się jak mogą, żeby stać „starszym” bratem siostrą, w późniejszym wieku, nie tylko dla rodzeństwa, ale dla innych też. Stąd potrzeba wybicia się ponad przeciętną. Kompleks płodowy, okołoporodowy, wczesno-dziecięcy.
Pierwszy impuls zazwyczaj wprowadza nas na naszą drogę życia. Szukamy tego czego nie otrzymaliśmy zaraz na starcie. I nie ważna tu jest myślę pamięć płodu, co opowieść mamy, w twoim przypadku( w moim również). Po mimo wszystko, to jakoś boli, że zwracano się o nas z takim lekceważeniem, niepotrzebnością, kulą u nogi, przesadyzmem, nadbagażem itd. Pomimo wszystko jest dla dziecka podświadomy przekaz płynący od matki. Liczy się też jakiś słów używała, jakie gesty czyniła, gdy nam o tym mówiła.
Pozdrawiam
ps. Też jestem najmłodszą córką swojej matki i mam podobną historię, jak nie gorszą. Mnie kupiono w sklepie, a że sklep był duży omyłkowo ułożono mnie na półce z chłopcami. Pani która mnie rodzicom sprzedawała, zapakowała mnie w szary papier i dała na imię Wojtuś. Kiedy rodzice przyszli ze mną do domu i odpakowali mnie z szarego papieru, takiego w jaki to niegdyś mięcho zawijano, okazało się że jestem dziewczynką, ponoć z początku byli rozczarowani bo już jedną mieli w domu, i zastanawiali się nad wymianą, ale byłam ładna, to mnie zostawili i tak stałam się się częścią rodziny.
Inaczej sprawa się miała z moją starszą siostrą, ją przyniósł bocian i akurat taką jaką mama sobie wymarzyła i oczekiwała z niecierpliwością na wiosnę i bociany, aż w końcu gdy już myślała, że kolejny raz dziecko zostało w dalekich krajach, doczekała się córki, bocian doleciał jako ostatni za to z najładniejszym noworodkiem. Siostra urodziła się w kwietniu.
Taką historię o moim i siostry przybyciu do rodziny opowiedziała mi mama, a potwierdził ojciec i siostra. I co, mam się z tym dobrze czuć ;)?

Lubię

18 02 2011
Ryszard Oślizło

Zgadzam się, że nasze pierwsze wrażenia po przyjściu na świat mają niezwykle istotne znaczenie dla reszty życia, kiedy próbujemy coś sobie zrekompensować i zrekonstruować.
Podoba mi się też twoje spostrzeżenie na temat „ostatniego dziecka w rodzinie”, choć mnie ono jednak nie dotyczy. W powyższym tekście nie pojawił się bowiem mój młodszy brat, który siłą rzeczy został tym „ostatnim”. Różnica wieku między nami jest zresztą taka sama, jak między mną i starszym bratem (4 lata). Oczywiście, w pewnym stopniu twoje spostrzeżenie można odnieść do większości ludzi, bo przecież każde dziecko – z wyjątkiem pierworodnych (w tym jedynaków) – jest przez jakiś czas tym „ostatnim w rodzinie”. Pewnie też się to na nas jakoś odbija🙂
Natomiast historyjki z bocianami, sklepami i grządkami kapusty w rolach głównych potrafią naprawdę namieszać dziecku w głowie. Rodzince wydaje się, że jest taka dowcipna, a dziecko ma traumę, z której zresztą bardzo długo nie zdaje sobie sprawy, co nie znaczy, że nie wywiera ona na nie destrukcyjnego wpływu.
Dziękuję, że podzieliłaś się tutaj swoja historią🙂

Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: