Hulaki, pożar, papuga, kontynent

30 04 2009

z cyklu „Sekwencje sabiańskie”

Sekwencja 139

Dzisiaj kolej na sekwencję 19. stopnia w znakach stałych, którym przyporządkowane są następujące symbole sabiańskie:

CO = Lew 19: Przyjęcie na łodzi mieszkalnej pełne hulaków; woda odbija jego światła.
DOKĄD = Wodnik 19: Pożar lasu ostatecznie ugaszony.
JAK = Skorpion 19: Papuga, która słucha a potem mówi, powtarza podsłuchaną rozmowę.
DLACZEGO = Byk 19: Nowy kontynent wyłania się z oceanu.

Symbol Lew 19: Przyjęcie na łodzi mieszkalnej pełne hulaków; woda odbija jego światła kładzie nacisk na nowe towarzystwo i okres odprężenia się. Sugeruje również, żeby skupić się właśnie na chwili obecnej i cieszyć się tym, co ona przynosi, zamiast nastawiać się na coś, np. na poszukiwanie miłości. Donna Cunningham tak o tym napisała w Astrologicznym przewodniku ku samoświadomości:

Nic nam nie da jej gorliwe poszukiwanie, snucie intryg i chwytanie się każdego sposobu, by ją zdobyć. Wystarczy skupić się na samorozwoju, by pewnego dnia po prostu pojawiła się w twoim życiu. Nie ma to nawet zbyt wiele wspólnego z zasługiwaniem na nią – w najokropniejszych i najniegodziwszych flirciarzach zakochuje się mnóstwo osób.

Przy takim nastawieniu na cieszenie się chwilą – niewykluczone, że pojawi ktoś, z kim chętnie będziemy spędzać więcej czasu, ale ten Symbol Sabiański wskazuje raczej na związki chwilowe, sprawiające obu osobom przyjemność.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy




Tajemnice zagubionej modlitwy

28 04 2009

 

Gregg Braden - Tajemnice zagubionej modlitwy TAJEMNICE ZAGUBIONEJ MODLITWY
Gregg Braden
Zamów teraz! – Kliknij

STUDIO ASTROPSYCHOLOGII
ISBN 978-83-7377-349-3
BIAŁYSTOK 2009
WYDANIE I, 208s.

Przeczytaj opinie innych

Wyraź własną opinię
w komentarzu do tego wpisu

OPIS:

Cierpienie, lęk, ból. Z drugiej strony błogosławieństwo, piękno i miłość. A ponad tym wszystkim modlitwa. Prawdziwa modlitwa, którą od stuleci odmawia każdy człowiek. Modlitwa nie będąca zlepkiem słów, ale czystym uczuciem ukazującym nasze pragnienia i obawy. Gregg Braden ukazuje prawdziwy sens modlitwy niezależnej od światopoglądu czy wyznania modlącego. Ukazuje on również sens wszystkiego, co nas w życiu spotyka zarówno największych zwycięstw jak i najbardziej bolesnych strat i rozczarowań. Udowadnia on czytelnikowi, że z każdej bitwy człowiek wychodzi zwycięski ponieważ staje się przez nią silniejszy. Niejednokrotnie porażki są cenniejsze od zwycięstw. Oto publikacja piękna i mądra zarazem. Jednym słowem książka dla szukających szczęścia i wsparcia w trudnych chwilach.

 

FRAGMENT:

 

Zobacz też inne ciekawe książki – Kliknij





Medium, lwy, 3 pisklęta, imigranci

19 04 2009

z cyklu „Sekwencje sabiańskie”

Sekwencja 353

Zadając pytanie Symbolom Sabiańskim, warto stosować opisany już na blogu system sabiański wg Dane’a Rudhyara, zgodnie z którym każdy symbol sabiański powiązany jest z trzema innymi, dobieranymi wg „klucza astrologicznego” (szczegóły we wspomnianym artykule). Łatwo zauważyć, że taka sekwencja czterech symboli, po umieszczeniu na kole zodiakalnym, tworzy krzyż. Symbole te odczytujemy w kolejności: symbol z lewej (w pozycji ascendentu), symbol z prawej (descendent), symbol na dole (Immum Coeli), symbol u góry (Medium Coeli), odpowiadając kolejno na pytania: CO, DOKĄD, JAK, DLACZEGO.

Ten sam system można też stosować podczas interpretacji symboli sabiańskich ważnych punktów w horoskopie urodzeniowym (i nie tylko). Spis wszystkich ważnych sekwencji sabiańskich w osobistym horoskopie urodzeniowym sporządzam – w ramach promocji – za darmo dla osób, które kupują u mnie książkę Lyndy Hill „Symbole Sabiańskie: wyrocznia”. (Poza spisem symboli wg Dane’a Rudhyara dołączam też spis sekwencji symboli wg systemu Lyndy Hill oraz wskazówki, jak można te wszystkie symbole interpretować).

Na blogu Integra będą pojawiać się przykłady tego rodzaju interpretacji (niektóre pochodzić będą z forum sabiańskiego), a pierwszym z nich jest sekwencja 23. stopnia w znakach zmiennych, którym przyporządkowane są następujące symbole sabiańskie:

CO = Ryby 23: Materializujące medium przeprowadzające seans.
DOKĄD = Panna 23: Treser lwów bez lęku wkracza na arenę cyrkową.
JAK = Bliźnięta 23: Trzy świeżo opierzone pisklęta w gnieździe wysoko na drzewie.
DLACZEGO = Strzelec 23: Grupa imigrantów spełniająca wymogi pozwalające na przybycie do nowego kraju.

Czytaj resztę wpisu »





Rozterka szósta

19 04 2009

czyli wyprawa po złote runo

Era książki wypożyczanej potrwała w moim życiu dość długo. Jednak po upływie kilku lat, biblioteka przestała mi wystarczać. Okazało się bowiem, że są takie książki, do których chce się wracać i to wcale nie po to, żeby po latach przypomnieć sobie ich zapomnianą treść, ale przeciwnie – po to, aby powtórnie zatopić się w znajomym świecie i jeszcze raz poczuć panującą w nim atmosferę. Poprzestając na możliwościach oferowanych przez bibliotekę, byłbym skazany na wypożyczanie tych samych książek w kółko, tym samym odbierając, a w najlepszym razie znacznie opóźniając innym potencjalnym kandydatkom możliwość stania się moimi ulubienicami, do których zechcę powracać. Jedynym wyjściem z tego błędnego koła bibliotecznej adoracji było nowe zdefiniowanie celu wypożyczania książek. Postanowiłem zatem, że odtąd biblioteka posłuży mi za punkt rozpoznawania wartości książek, które zechcę włączyć do własnego księgozbioru.

Wkrótce mądrość ludowa dowiodła swej wartości, okazało się bowiem, że człowiek planuje, a Opatrzność krzyżuje. Kryzys objawiał się nie tylko brakami w strawie dla ciała, ale i dla ducha, sprawiając, że półki w księgarniach upodabniały się do haków w sklepie mięsnym. Jednak dla młodego umysłu – cokolwiek oderwanego wówczas od problemów polityczno-gospodarczych – problem ten nie istniał. Chcesz mieć książkę? Cóż prostszego – idź do księgarni i ją sobie kup.

Czytaj resztę wpisu »





Rozterka piąta

18 04 2009

czyli inicjacje biblioteczne

Opanowawszy sztukę kreślenia liter, układania ich w słowa, a tych w zdania, a zatem wyposażony w pełni, jak mi się zdawało, w stosowny pisarski oręż, zapragnąłem zapoznać się z osiągnięciami konkurencji. Cudze wiersze darowałem sobie już na wstępie, opowiadaniami zainteresowałem się przelotnie i raczej pobłażliwie, nabożnie koncentrując się przede wszystkim na powieściach, przy czym jedynym wiarygodnym dla mnie kryterium pozwalającym odróżnić jedne od drugich był ich rozmiar, pozwalający bądź nie, na publikację w postaci odrębnej książki. Wszelkie zbiory opowiadań to zwykłe zapchajdziury, każda powieść, choćby najkrótsza, to warte uwagi osiągnięcie. Los jednak, z typową dla siebie przewrotnością – a może raczej poczuciem humoru – sprawił, że to właśnie pewien zbiór opowiadań stał się dla mnie na długi czas upragnionym i niedostępnym przedmiotem pożądania.

Czytelnicze królestwo stanowił dla mnie wówczas pokój mojej starszej siostry, do którego zakradałem się potajemnie pod jej nieobecność i myszkowałem wśród całych czterech półek pełnych książek. Dla celów ochrony przed wścibskimi, a nie zawsze domytymi łapkami kilkulatka, wszystkie zostały przewidująco oprawione w biały papier śniadaniowy, w ten sposób stając się dla mnie jeszcze bardziej tajemniczymi, obiecującymi i pociągającymi. Oczywiście, czytanie rozpoczynałem od troskliwego zdjęcia tej śniadaniowej okładki. Wiadomo przecież, że potrawa tak dla ciała jak i dla ducha nie może smakować razem z opakowaniem.

Czytaj resztę wpisu »





Rozterka czwarta

16 04 2009

czyli poezja nie wystarczy

Po nauce czytania, przyszła pora na pisanie. Ołówek-ogryzek, skrawki starych i nowych gazet, wielkie skupienie, jeszcze większe przejęcie i lekko przygryzany język – oto zapamiętane przez mnie oznaki tego doniosłego działania, jakim jawiło mi się pisanie. Logika podszeptuje, że po pierwszych pojedynczych literkach, naturalną rzeczy koleją, każde dziecko wypisuje ich najprostsze kombinacje, w stylu TATA, albo MAMA, i całkiem możliwe, że tak też było w moim przypadku, tym niemniej, słowo, które wyraźnie zapamiętałem jako mój debiut literacki, brzmiało: PIEC. Po uzyskaniu potwierdzenia kolejno wszystkich członków rodziny, że jest to wyraz napisany poprawnie, pracowicie zapisałem nim wszystkie wolne przestrzenie w zasięgu wzroku i ręki do wysokości, mniej więcej, stu trzydziestu centymetrów.

W trakcie tej mozolnej pracy odtwórczej, znalazło się też miejsce na pierwiastek twórczy, który był wynikiem, jak to się często dzieje, pomyłki, co jednak wcale nie umniejsza jego wartości, o ile został w porę dostrzeżony i właściwie doceniony. Do mojego pierwszego sukcesu twórczego przyczyniło się, jak sądzę, zmęczenie, które pokierowało moją wciąż niewprawną ręką, zmieniając kształtną krągłość literki C w nieco pokrętny kształt S. Rutynowo podetknąłem do sprawdzenia pierwszemu z brzegu dorosłemu kartkę zagryzmoloną, jak zwykle jednym i tym samym piecem i tu czekała mnie niespodzianka. Ojciec, bo zdaje się, że to był on, wykazał się zadziwiającą cierpliwością, skoro nie zlekceważył sto dwudziestego odcinka powieści PIEC i wśród zwykłej monotonii zauważył coś nowego.

Czytaj resztę wpisu »





Rozterka trzecia

15 04 2009

czyli odnaleźć się w gąszczu liter

Podobno matka małej Agathy Clarissy Miller starannie chroniła córeczkę przed szkodliwym wpływem edukacji, a szczególnie znajomości liter, wiedząc, że kto raz pozna ich magię, ulegnie jej na zawsze. Na szczęście ciekawość dziecięca nie zna granic, podobnie jak przebiegłość, więc Agatha, nie znając poszczególnych liter, pewnego dnia odkryła, że potrafi rozpoznawać całe słowa w swojej książeczce z bajkami. Pani Miller nie przewidziała, że może istnieć więcej niż tylko jeden sposób nauki i, wielokrotnie głośno czytając córce te same opowieści, sama niechcący uchyliła furtkę, z której natychmiast skorzystała sprytna Agatha, wdzierając się do królestwa czytelnictwa, a później i pisarstwa, w którym po kilkudziesięciu latach, już jako Agatha Christie, doczekała się tytułu Królowej Kryminału.

Uczciwie trzeba przyznać, że kiedy pani Miller zorientowała się w poniesionej porażce, nie tylko nie próbowała uparcie obstawać przy swojej, dość kontrowersyjnej metodzie wychowawczej, ale postawiona wobec faktu dokonanego, całkowicie zmieniła front, odtąd stawiając na rozwijanie tak cudownie odkrytego talentu córki. Ona też, jakąś dekadę później, całkowicie przekonana, że jej córka może osiągnąć absolutnie każdy cel, zachęciła powątpiewającą Agathę do napisania pierwszego opowiadania.

Czytaj resztę wpisu »








%d blogerów lubi to: