Wężownik, precesja i inne młoty na astrologię

5 12 2006

Był sobie pewien polski naukowiec, który postanowił kiedyś obalić tezy astrologii – kiedy jeszcze nie miał o niej bladego pojęcia. Ale jako prawdziwy naukowiec nie rzucił się z motyką na Słońce – żeby coś skrytykować, trzeba wiedzieć, co się krytykuje. Zaczął więc studiować astrologię, kreślić horoskopy itd. Wiecie o kim mowa? To dr Leszek Weres, obecnie uważany przez wielu za wybitnego astrologa polskiego, znany i uznany również w świecie…

astrochart

Podobne zapędy do krytykowania, wyśmiewania i ostatecznego obalenia astrologii opanowują dość często jej zagorzałych przeciwników, samozwańczych obrońców zdrowego rozsądku bądź dowolnie pojętej, ale zawsze jedynie słusznej, wiary. Niestety, zew inkwizytorski rzadko idzie w parze z wiedzą lub chęcią poznania, jak w powyższym przypadku. Najczęściej zapałowi z jakim katują wstrętną nierządnicę babilońską ustępuje jedynie ich zdumiewająco beztroska nieznajomość bezlitośnie katowanej ofiary. Coś tam kiedyś usłyszeli, coś gdzieś wyczytali, coś też sami wymyślili, a potem sklecili to i owo, pi razy drzwi, piąte przez dziesiątą wodę po kisielu i już są wytrawnymi znawcami i zbawcami, którzy zauważą, wskażą, udowodnią wszystkim, wszem i wobec, po raz pierwszy, ale raz na zawsze i na wieki wieków, amen.

Jest kilka dyżurnych tematów podejmowanych ochoczo przez coraz to nowych pionierów myślenia zdroworozsądkowego, przekonanych, że dotąd nikt nigdy żadnego z tychże tematów nie podjął ani nawet nie zauważył. Na tapecie pojawiają się więc na zmianę Afera Wężownika, Precesjagate, Sprawa Bliźniacza i inne niezawodne młoty na astrologię.

Zwykle nie reaguję na próby wciągnięcia mnie w przekomarzanki na temat tego, kto wie lepiej i ma rację, bo po pierwsze, zbyt często szumne określenie „dyskusja” skrywa mniej szumne próby narzucenia mi jakiegoś jedynie słusznego światopoglądu, a po drugie, mnie samemu jakoś wcale nie zależy na przekonaniu kogoś do moich poglądów. Wyrazić je mogę, jeśli są chętni do słuchania, ale na „bronienie” ich przed gradem przeróżnych argumentów, najczęściej służących do wykręcania kota ogonem, szkoda mi czasu.

Jednak jakiś czas temu na forum portalu Psychotronika wziąłem udział w rozmowie na temat astrologii, mimo, że szczególnie na jej początku dominował zaczepny ton. Wkrótce jednak okazało się, że rozmawiam z osobą, która o astrologii wie niewiele, ale braki w wiedzy stara się uzupełniać lekturą i rozmową, a nie własną wyobraźnią i uprzedzeniami. Chwała mu za to, bez względu na wynik jego poszukiwań. Tak czy owak, efekty tej dyskusji postanowiłem zebrać, nieco przeredagować i zamieścić na blogu.

Wężownik jest trzynastym gwiazdozbiorem, w ogóle nie branym pod uwagę przez astrologów. (…) Dlaczego Zodiak astrologiczny nie pokrywa się z astronomicznym?

Wężownik jest gwiazdozbiorem zodiakalnym, a astrologia nie zajmuje się gwiazdozbiorami lecz znakami Zodiaku. Jest to różnica zasadnicza, bo choć gwiazdozbiory zodiakalne można zobaczyć na niebie (jest ich 13), to znaków Zodiaku zobaczyć się nie da, bo są one tworem sztucznym. Ekliptyka została podzielona na 12 równych odcinków, z których każdy liczy sobie 30 stopni. Tym odcinkom ekliptyki nadano takie same nazwy jak 12 gwiazdozbiorom – i jest to jedyne, co je łączy. Choćby więc „odkryto” jeszcze i ze 20 dodatkowych gwiazdozbiorów, nie będzie to miało najmniejszego wpływu na astrologię, która ma się dobrze od bardzo dawna i jakoś nikomu nie udało się dotąd jej obalić.

Szczegółowe wyjaśnienie tego, a także wielu innych nieporozumień wynikających z nieznajomości podstawowych zasad rządzących astrologią, a także nazewnictwa astrologicznego i astronomicznego, znaleźć można na przebogatej stronie Marii Sobolewskiej. Znaleźć tam można też wypowiedzi m.in. astronomów oraz ludzi, którzy się na astrologii znają bądź wydaje im się, że wszystko o niej wiedzą, kiedy nawet nie znają jej podstawowych zasad i pojęć… Polecam.

Tutaj link do szczegółowego wyjaśnienia kwestii Wężownika (wyjaśnia nie tylko pani Sobolewska, ale również pan Grzegorz Kopacki, astronom z Uniwersytetu Wrocławskiego):

Podałem namiary na tę stronę, bo zawiera ona mnóstwo ciekawych polemik z twierdzeniami osób (często ze środowisk naukowych), które rażą astrologię ogniem swoich argumentów nie bacząc na fakt, że strzelają nie w ten cel, na który się zawzięli… O to właśnie mi chodziło, kiedy pisałem, że żeby coś krytykować, trzeba wiedzieć, o czym mowa – a także słuchać/czytać, co mają do powiedzenia osoby, które się na rzeczy znają, bo się nią zajmują. Oczywiście, nie wszyscy zajmujący się astrologią są wielkimi znawcami astrologii, ja też się za takiego nie uważam, ale tu z kolei należałoby nadmienić, że astrologia i astrolodzy mają się do siebie tak jak np. medycyna i lekarze (przykład zależności pierwszy z brzegu, nie należy wyciągać wniosku, że porównuję astrologię z medycyną, a astrologów z lekarzami) i nie należy oceniać dziedziny po działalności osób, które się nią zajmują (czasem/często z wątpliwym skutkiem).

Słyszeliście coś o precesji? (…) Zasady astrologii nie zmieniły się od 2000 lat, a oś Ziemi tak.

O ile się nie mylę, o precesji też można co nieco znaleźć na stronie pani Sobolewskiej, a także o wielu innych sprawach/wątpliwościach/nieporozumieniach związanych z astrologią. Uprzedzając (być może niepotrzebnie) zarzut reklamowania swoich znajomych, informuję, że stronę tę „reklamuję” tutaj całkowicie bezinteresownie, jedynie w imię ciekawych i ważnych, jak sądzę, treści, które zawiera. Nie znam pani Sobolewskiej osobiście, a jedynie z jej strony internetowej i z forum astrologicznego Anahelli, gdzie spotykają się pasjonaci astrologii i zawodowcy.

Nie jest prawdą, że astrologia nie zmieniła się od tysięcy lat. Jest to dziedzina wiedzy bardzo dynamiczna, wbrew temu, co może się wydawać. Właściwie to, czym teraz zajmują się astrolodzy ma niewiele wspólnego z tym, czym zajmowali się 2000 lat temu (i nie tylko). Dla zainteresowanych dodam, że zmiana zaszła w głównej mierze w podejściu do celu działań i interpretacji astrologicznych, choć nie tylko. „Ojcem” współczesnej astrologii nazywanej humanistyczną, jest Dane Rudhyar, który przewartościował w znaczącym stopniu wiele astrologicznych twierdzeń i nadał im zupełnie nowy sens. W centrum zainteresowania znalazł się człowiek i jego wielopoziomowy rozwój osobisty i społeczny, a nie jak to miało miejsce wcześniej „los/fatum”. Życie człowieka, w świetle astrologii, podlega wielu złożonym cyklom, których zrozumienie pozwala na łatwiejsze ich realizowanie tak, by stały się dla każdego z nas pomocą w samorozwoju, a nie kłodami rzucanymi nam pod nogi przez „fatum”.

Mam rozumieć, że znak Zodiaku wpływa na nas, nie gwiazdy jako takie? To nie układ gwiazd na niebie w czasie naszych narodzin wpływa na nasze losy, czy jednak tak?

Astrologia nie zajmuje się wydarzeniami, ale raczej potencjałami ludzkimi, energiami cykli i wynikającymi stąd tendencjami. Ten sam potencjał (opisany np. przez identyczną czy podobną pozycję planety w znaku i domu, co zdarza się dość często) każda z osób może zrealizować w inny sposób, choć „trzon energetyczny” tych manifestacji w życiu będzie ten sam – np. Księżyc w Wodniku w domu 4. Wynika to stąd, że wg astrologii humanistycznej, los człowieka nie jest zapisany w jego horoskopie – człowiek ma bowiem wolną wolę i może wykorzystać swój potencjał według swej woli, w warunkach, w jakich przyszedł na świat i w jakich żyje.

Określenie „los zapisany w gwiazdach” jest tylko pewnego rodzaju uproszczeniem, choćby z tego względu, że – o czym już wspomniałem w poprzednim poście – astrologia w zasadzie gwiazdami (ani gwiazdozbiorami) się nie zajmuje. Jedynym wyjątkiem jest tu Słońce. Kiedyś posługiwano się tez tzw. „gwiazdami stałymi”, ale obecnie astrolodzy prawie nigdy się nimi się zajmują, a jeśli już, to na zasadzie ciekawostek, bo nic do prawdziwej interpretacji horoskopu nie wnoszą.

Dane Rudhyar w książce „Domy astrologiczne. Wgląd w sferę doświadczeń ludzkich” pisze:

Domy astrologiczne są archetypowymi kategoriami doświadczeń indywidualnych. Jest ich 12, tak jak kategorii doświadczeń. Jeśli rozwijamy się, to przechodzimy z domu do domu. Cykl rozwojowy umieszczony w czasie trwa 28 lat, następny w 56 roku życia i trzeci, jeśli człowiek dożyje, w 84 roku życia. Każdy na wyższym poziomie. Ciekawe jest to, że człowiek z astrologicznego punktu widzenia rodzi się, gdy nabiera pierwszego oddechu. Są to pierwsze narodziny wiążące go z układem gwiazd, jaki panuje właśnie w tej chwili.

Więc jak, Zodiak, czy układ gwiazd?

Zajrzałem do „Domów…” Rudhyara, bo wspomniany cytat wydał mi się znajomy, ale niestety, pobieżne przekartkowanie książki nie wystarczyło, a nie mam czasu, żeby zagłębić się w nią ponownie (choć stwierdzam, że wkrótce to zrobię, bo po niedawnej lekturze jego bardzo inspirującej „Mandali Symboli” i „Symboli Sabiańskich” czuję głód dalszej inspiracji Rudhyarowskiej).

Tyle, że – ponieważ nie wstawiłeś cudzysłowia, nie jestem pewien, gdzie kończy się Rudhyar, a gdzie zaczyna Twój komentarz. Wnioskuję nieśmiało, że komentarz zaczynasz od pytania „Zodiak czy układ gwiazd?” Jeśli tak, to odpowiedź brzmi „Zodiak”, bo coś mi się zdaje, że w astrologii najczęściej określenie „układ gwiazd” jest jednak mocno umowne i oznacza „układ planet”, a właściwie „układ ciał niebieskich”. Podobna umowna nieścisłość dotyczy też określenia „planety”, do których zaliczane są także Słońce i Księżyc, choć żadne z tych ciał niebieskich planetą nie jest. To tylko uproszczenie w nazewnictwie – wydaje mi się, że ma więcej wspólnego z naturalną właściwością języka (ekonomia języka, dążenie do uproszczeń) niż z przekonaniem czy niewiedzą astrologów dotyczącą rozróżnienia między planetami, gwiazdami czy satelitami… Zgadzam się jednak, że wynikają stąd nieporozumienia – czasem fundamentalne, w rodzaju: co w końcu jest podstawą wnioskowania astrologicznego?

Trudność z astrologią jako wiedzą polega na tym, że astrologia dryfuje pomiędzy magią a nauką. Z jednej strony koncepcja spójności między światem a człowiekiem (struktura psychologiczna) zdaje się być spójna i wewnętrznie niesprzeczna, z drugiej, praktyka astrologiczna, a więc próba wyjaśnienia tego, w jaki sposób ten model działa, jest nierozstrzygnięta. Astrologia wydaje się być sama w sobie sprzeczna. Z jednej strony opiera się na racjonalnych przesłankach i konstrukcji kompletnego modelu wszechświata, z drugiej odwołuje się do jakichś sił, których nie można obiektywnie sprawdzić. Być może one istnieją, być może nie.

Nie posunąłbym się do stwierdzenia, że astrologia dryfuje między magią a nauką, choć z pewnością są osoby, które namiętnie próbują astrologię unaukowić. Magią (przynajmniej pojętą jako wpływanie na świat zewnętrzny bez udziału widzialnych i zrozumiałych związków przyczynowo-skutkowych – to taka moja definicja magii, spreparowana na szybko, jak ktoś się nie zgadza, to nie zamierzam jej bronić) także nie jest. Przynajmniej nie bardziej niż psychologia czy medycyna.

Rudhyar napisał też w „Domach…” rzecz bardzo istotną:

Astrologia przystosowuje się do mentalności i oczekiwań emocjonalnych osoby, która interesuje się nią jako praktykujący lub jako klient – podobnie dzieje się z psychologią czy nawet medycyną. Dostaje się to, co się daje. Odpowiedź jest taka, jak pytanie. Wiedza jaka się zdobywa zależy od tego, co chce się wiedzieć, o ile nie jest przez to całkowicie zdeterminowana. W wielu przypadkach zależy ona też od własnych potrzeb (str. 32).

Dla mnie jest to kwestia bardzo istotna, bo bardziej od tzw. obiektywnych wartości czy to astrologii, czy czegokolwiek innego (wspomnianej wyżej psychologii i medycyny, a nawet filmu, literatury czy innych gałęzi sztuki) cenię sobie indywidualny wpływ, jaki na mnie te dziedziny aktywności wywierają – krótko mówiąc: wynikającą z nich inspirację cenię sobie często wyżej niż wartości „obiektywne”.

W tym sensie astrologia bliższa jest sztuce niż czemukolwiek innemu, w rzeczywistości stanowi jednak, przynajmniej tak jak ja ją rozumiem, połączenie sztuki i wiedzy.
Dla mnie nie jest to sprzeczność, ale raczej komplementarność: elastyczność i wielopoziomowość (interpretacji) wyrastająca ze ścisłości (obliczeń pozycji ciał niebieskich).

Z pewnością też astrologia nie jest i nigdy nie była systemem jednolitym – choćby wielość punktów odniesienia, o których była tu już mowa (tzw. zodiak syderyczny, czyli właśnie gwiazdowy, oraz tropikalny), a także różne systemy domów, nie wspominając już o przeróżnych kwestiach w rodzaju gwiazd stałych, punktów arabskich, małych aspektów, czy symboliki poszczególnych stopni koła zodiakalnego. Wszystko to sprawia, że astrolog musi sam testować techniki astrologiczne, dobierać je i dostosowywać do własnych potrzeb. Nie widzę w tym nic złego, przeciwnie – każdy może znaleźć swoją własną astrościeżkę prowadzącą do swego wnętrza.

Nie ukrywam, że astrologią, Tarotem, Symbolami Sabiańskimi itp. zajmuję się właśnie dlatego, że mnie inspirują do rozwoju i dostrzegam w nich pewien porządek, który – po przyrównaniu go do swego życia i rozwoju – pozwala mi lepiej rozumieć cykle, których jestem częścią.

Dlatego też znacznie mniej interesują mnie procesy, dzięki którym to wszystko „działa”. Wydaje mi się, że Stephen Arroyo (amerykański psycholog i astrolog), którego wiedzę i doświadczenie bardzo sobie cenię, opisał swój sposób rozumienia działania astrologii – bodajże w „Astrologii i psychologii” wydanej w Polsce przez Ravi. W razie czego mogę poszukać – przedstawił to w postaci prostego wykresu, z którego, o ile dobrze pamiętam, wynika, że uważa on, iż ciała niebieskie wywierają na nas wpływ fizyczny.
Mnie bardziej odpowiada wyjaśnienie spoza kategorii przyczynowo-skutkowych, bliższe kategoriom powiązania znaczeniowego (z pominięciem zależności przyczyna-skutek), a zatem bliższe jungowskiej teorii synchroniczności i cech chwili. Tej teorii też nie zamierzam specjalnie bronić i wcale nie uważam jej za ostateczną.

Moje podejście do astrologii, jak widać, jest raczej oparte na osobistym doświadczeniu. Dla mnie jest skuteczna, bo inspiruje i wiele wyjaśnia. Układ horoskopowy niczego przy tym nie determinuje – to tylko rozkład potencjałów energetycznych. A właściwie – to AŻ rozkład potencjałów energetycznych…

W starożytności dla ówczesnych astrologów widoczne były Słońce, Księżyc, Merkury, Mars, Wenus, Jowisz i Saturn. I stawiano horoskopy. Świat poszedł do przodu. Astrologia „dowiedziała” się o Uranie, Neptunie, Plutonie, precesji (i o paru innych rzeczach). I stawiano horoskopy. (…) Na przełomie wieków powstały różne rodzaje (odłamy) astrologii, namnożono tysiące pojęć astrologicznych. I stawiano horoskopy. (…) Astrologia zmienia się i dojrzewa wraz z ludzkością. To, co kiedyś było „dogmatem” dzisiaj nie istnieje (lub ma małe znaczenie).

Z większością tego, co tu napisałeś, mogę się spokojnie zgodzić – tzn. z faktami – i nie przeszkadza mi to w żaden sposób w korzystaniu z tego, co astrologia ma do zaoferowania.

W jednym z poprzednich postów pisałeś, że „zasady astrologii nie zmieniły się od 2000 lat”. Na zarzut ten odpisałem w poprzednim poście – że jest to nieprawda. Teraz piszesz, że od czasów starożytnych „astrologia dowiedziała się o Uranie, Neptunie, Plutonie, precesji (i o paru innych rzeczach)” oraz, że „powstały różne rodzaje (odłamy), namnożono tysiące pojęć astrologicznych”, bo „Świat poszedł do przodu”. I to stwierdzenie, sprzeczne z poprzednim, podajesz również w formie zarzutu. Czyli nie rozwija się – źle, rozwija się – też źle.

Uważam, że astrologia rozwija się tak samo jak każdy inny rodzaj wiedzy i działalności człowieka – wraz z nim – dostarczając mu potrzebnych w danym miejscu i czasie odpowiednich bodźców do rozwoju.

Piszesz: „W starożytności dla ówczesnych astrologów widoczne były Słońce, Księżyc, Merkury, Mars, Wenus, Jowisz i Saturn. I stawiano horoskopy. Świat poszedł do przodu. Astrologia „dowiedziała” się o Uranie, Neptunie, Plutonie, precesji (i o paru innych rzeczach). I stawiała horoskopy”.

Zgadza się, ale przecież nikt nie twierdzi, że astrologia była czy jest systemem skończonym i doskonałym. Świat i człowiek się zmienia, pojawiają się nowe potrzeby, nowe zjawiska, nowe wynalazki, nowe style życia. Ludzie odchodzą od pewnych przekonań, zmienia się nasz paradygmat, czasem wraca się do czegoś, co już było, czasem się to weryfikuje, zmienia i dostosowuje do aktualnych warunków i potrzeb. Inne rzeczy odchodzą do lamusa – przynajmniej na jakiś czas, albo w określonej formie. Tak jest z techniką, sztuką, nauką, medycyną, a nawet modą. Astrologia nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Od czasów starożytnych pojawiło się jednak trochę nowości w życiu na Ziemi, nic więc dziwnego, że i w astrologii pojawiły się nowe elementy, które te zmiany odwzorowują.
Również niejednolitość astrologii kojarzy mi się raczej pozytywnie: istnieją różne systemy astrologiczne – astrologia harmoniczna, uraniczna, że nie wspomnę już o astrologii chińskiej. Człowiek w różny sposób próbuje uchwycić sedno swego istnienia, a w dużej mierze uzależnia to od swego miejsca, czasu i postrzegania. Medycynę też podzielić można na wschodnią i zachodnią, homeopatyczną i alopatyczną itd. Astrologia dzieli się też na różne działy tematyczne (natalna, synastryczna, prognostyczna, mundalna czy nawet horarna). Podobnie jak medycyna i inne dziedziny.

Ja tam się cieszę, że medycyna, technika, nauka, sztuka i astrologia się rozwijają. W zamierzchłej przeszłości stawiano nie tylko horoskopy, ale tez i diagnozy, a także pisano różne teksty i oglądano ruchome obrazki w fotoplastikonie. Ludziom to musiało wystarczyć, dopóki świat nie poszedł do przodu. Jeśli mam wybierać, to wolę oglądać telewizję kolorową niż czarno-białą, nagrywać na DVD niż na wideo, pisać przy pomocy klawiatury a nie gęsiego pióra i leczyć zęby w nowoczesnym gabinecie dentystycznym a nie u cyrulika.

Ale też i nie umniejszałbym znaczenia tego co było, tylko dlatego, że było niedoskonałe. Był to konieczny etap na drodze do lepszych rozwiązań. Zresztą wcale nie chcę powiedzieć, że wydaje mi się, iż ludzkość już osiągnęła doskonałość, bo daleko nam do tego, jeśli w ogóle można uznać to za możliwe… Stąd też uważam, że ani medycyna, ani technika, ani nauka, ani astrologia nie osiągnęły swoich szczytów, pod wieloma względami są nadal niedoskonałe, zawodzą i wymagają nieustannej uwagi i dalszego rozwoju. Tak jak człowiek, któremu mają służyć.

Przeglądając strony w Internecie można odnieść wrażenie, że przeciwników astrologii (sceptyków) jest zdecydowanie więcej, niż zwolenników. Astrolodzy dwoją się i troją, aby przekonać ich, że istnieje nie tylko to, co da się „dotknąć”, że istnieje coś więcej.

Co do przekonywania o wartości/bezwartościowości astrologii, to wydaje mi się, że problem nie dotyczy astrologii samej w sobie, ale człowieka i jego nieświadomej potrzeby zrównania wszystkich do swojego poziomu, bez względu na to, czy oznacza to „ciągnięcie” w górę czy w dół. Coś w rodzaju uszczęśliwiania innych na siłę. Mam wrażenie, że część ludzi stawia sobie za punkt honoru, żeby przekonać innych do swojego sposobu postrzegania świata. „Jeśli ja uważam, że astrologia działa, to wszyscy tak powinni uważać” wyrasta z tego samego co „Jeśli ja uważam, że astrologia nie działa, to wszyscy tak powinni uważać”. Albo: „Jeśli mnie się nie podoba kubizm, to wszyscy powinni wrzucić obrazy Picasso do zsypu, a jeśli mi się podoba, to niech wszyscy lecą na aukcje i kupują”. De gustibus non est disputandum i moim zdaniem ta zasada odnosi się do wszelkich sytuacji, w których ktoś chce na siłę przekonać kogoś do swoich racji, nie tylko gustów. Powiedzieć, co się uważa, wysłuchać przeciwnego zdania i porównać ze swoim, a także na tej podstawie wprowadzić korekty do swoich przekonań – to jedno, dodam, że, jak dla mnie, chwalebne, bo kojarzy mi się z otwartością, która jest zaproszeniem do rozwoju. Stwierdzić, że ja tak myślę i nie zmienię swojego zdania, bo tak i koniec – to coś zupełnie innego i mnie się akurat nie widzi, bo kojarzy mi się z ograniczeniem do własnego pojmowania, a stąd z odrzuceniem możliwości rozwoju.

Jeśli zatem jakiś astrolog/lekarz/krytyk literacki czy muzyczny dwoi się i troi, żeby przekonać kogoś do czegokolwiek, wmawiając mu, że jest to spojrzenie jedynie słuszne, to ja dziękuję, ale nie skorzystam z takiego gotowca. Jakoś wolę sam się przekonać, choć pod uwagę daną opinię wziąć mogę – a na pewno przyjąć ją do wiadomości.

Nie jest i nigdy nie była moim celem próba przekonania kogoś o wartości astrologii jako takiej. Przyjmuję do wiadomości, że część osób (może nawet większość, czemu nie – w końcu moim pozytywnym osobistym doświadczeniom z astrologią nic nie może zaprzeczyć, one są dla mnie faktem, choć dla innych niekoniecznie) nie jest zainteresowana astrologią, a nawet jeśli jest, to uważa, że ta wiedza jest bezużyteczna. I chętnie wierzę, że tak jest naprawdę, wcale nie posądzam nikogo o jakieś ograniczenie z tego powodu. Po prostu kogoś bardziej inspiruje astrologia, a kogo innego biologia molekularna albo sztuka. I tyle.

Namnożyło się tysiące pojęć astrologicznych, których poza samymi astrologami nikt nie rozumie, po to, aby ta „wiedza” wydawała się tajemnicza, a każda tajemnica przyciąga.

Język astrologiczny ma takie samo prawo bytu jak każdy inny język fachowy – prawnicy używają żargonu prawniczego, naukowcy naukowego, a astrolodzy astrologicznego. Problem pojawia się wtedy, gdy prawnik stosuje ten żargon mówiąc do swego klienta, albo astrolog do swojego, zamiast „przełożyć” go na język zrozumiały dla laika. Ale nie jest to winą nauk prawniczych ani astrologii, lecz osób, które się nimi zajmują.

[Astrologia] zmienia się, żeby podnieść swój „status”, bo to, co kiedyś wystarczyło, dziś już nie wystarczy, więc należy zmienić podejście.

W medycynie i w technice też dostrzegamy dość dużo zmian w stosunku do przeszłości (zmienia się też i rozwija język, który ma je jak najprecyzyjniej opisywać), bo i tu, podobnie jak piszesz nt. astrologii „to, co kiedyś wystarczyło, dziś już nie wystarczy”, ale czy naprawdę powodem tej ewolucji jest podniesienie „statusu” medycyny i techniki…?

Tak jak napisałem, oczywiście że są osoby, które próbują wykorzystywać astrologię do swoich celów – nie mających za wiele wspólnego ani z etyką, ani z dobrem klienta. Donna Cunningham nawet dokonała zabawnej klasyfikacji takich osób. Epatują tajemnicą, mamią i oszukują. Ale nawet jeśli sami nazywają się astrologami, czy jest to powód, by oceniać na podstawie ich działań astrologię jako taką? Jeśli ktoś nazwie się lekarzem i zacznie „leczyć” pacjentów po swojemu, po to, by zyskać ich uwagę/uznanie/pieniądze, to czy obwinić należy medycynę? Oczywiście, edukacja medyczna ma znacznie lepszą strukturę niż astrologiczna, więc astrologami może się mienić znacznie więcej szarlatanów niż lekarzami czy prawnikami. Ale to też nie jest wina samej astrologii.

Napisałem, że astrologia się zmienia, a nie zasady astrologii. Dlatego nie uważam, żeby to była sprzeczność. Jeśli się mylę, oświeć mnie proszę, jakie zasady się zmieniły.

Co do zasad astrologii, to chyba nie oczekujesz, że oświadczę, iż Słońce nagle zaczęło mieć zupełnie inne znaczenie niż kiedyś, albo że kwadratury i opozycje zamieniły się znaczeniami z trygonami? Cóż, one nadal znaczą, co znaczyły, ale podejście do nich (a co za tym idzie, interpretacja) się zmieniło. Zmieniło się jednak nie dlatego i nie po to, żeby astrologia zyskała sobie wyższy status, ale że zmieniło się wiele w ludzkim postrzeganiu świata (cały czas mówię/piszę wyłącznie o astrologii zachodniej, o chińskiej nic nie wiem i nie interesuje mnie, choć nie podważam jej wartości). Słońce nadal znaczy w horoskopie kobiety to, co znaczyło kiedyś, tyle, że ponieważ kiedyś mówiło się, że Słońce w horoskopie kobiety oznacza jej męża, a obecnie mówi się, że jest to symbol jej własnej siły wewnętrznej, poczucia wartości i najgłębszego poczucia własnego Ja. Obecnie nie muszą projektować swojego Ja na swego męża ani ojca, ale Słońce nadal oznacza to, co oznaczało kiedyś, poszerzyła się tylko interpretacja tego znaczenia (co nie znaczy, że nikt już nie projektuje swoich potencjałów na innych, nie jest to już jednak taka regułą jak kiedyś; właściwie chyba w większym stopniu sprawdza się jeszcze stara zasada, że Księżyc w horoskopie mężczyzny oznacza jego żonę, ale zdaje się, że już o tym pisałem, link TUTAJ).

Kiedyś zadowalano się też stwierdzeniem, że kwadratury są „złe” a trygony „dobre” – nadal kwadratura oznacza (w skrócie) ścieranie się pewnych energii, a trygon swobodny ich przepływ, ale już się ich nie wartościuje, bo okazało się (również w życiu), że nie jest to już takie proste. Kwadratury oznaczają często wewnętrzne rozdarcie (i nie tylko), ale w rezultacie często przynoszą człowiekowi motywacje do działania (dlatego w horoskopach znanych osób, które osiągnęły w życiu sukces, kwadratur jest zwykle dość dużo). Z kolei same trygony skłaniać mogą do lenistwa, bo skoro wszystko samo w życiu płynie, to po co się wysilać? Czy przy takim podejściu można dalej oceniać te aspekty astrologiczne jako złe lub dobre? A jednak nie zmieniło się ich podstawowe znaczenie – tylko poszerzyła się interpretacja, wraz z ludzkim poznaniem.

To, co opowiadają moi znajomi „astrolodzy” delikatnie mówiąc mnie śmieszy. Na przykład, jeśli coś źle idzie: „no tak, jesteś Koziorożcem, w jakimś tam ascendencie, Księżyc to, Jowisz tamto, nie mogło się udać” (oczywiście bardzo upraszczam). Pytam, „Skąd to wiesz?” „Z twojego horoskopu”.

Traktowanie astrologii/horoskopu jako wymówki nie jest właściwe, bo nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Takie podejście mija się z celem astrologii, więc słusznie śmieszą Cię stwierdzenia, o których piszesz. Horoskop może wiele rzeczy wyjaśniać, ale nigdy niczego nie usprawiedliwia, przeciwnie, może wskazywać sposoby rozwiązywania problemów poprzez potencjał zawarty w nich samych – chodzi o przekształcenie destrukcyjnych manifestacji swoich energii w konstruktywne. Jest to możliwe dzięki temu, że w swoim horoskopie możemy odkrywać przyczyny leżące u podłoża naszych problemów. Stąd już tylko o krok od ich rozwiązania. Donna Cunningham napisała, że horoskop to nasz pulpit sterowniczy, ale to każdy z nas jest swoim własnym pilotem.

Mam pewnie za mało danych, albo patrzę na świat za bardzo materialnie (…) (pewnie wszystko naraz), żeby autorytatywnie stwierdzić, że to bzdury. Ale z tych samych powodów nie mogę stwierdzić, że astrologia to prawda.

Takie podejście w zestawieniu z tym, że czytasz o astrologii w książkach/Internecie, wydaje mi się postawą naukową: „Może astrologia działa, a może nie działa, ale zamiast zakładać cokolwiek z góry, albo przyjmować czyjeś opinie, wolę sam dowiedzieć się czegoś na ten temat”. I to mi się podoba. Niezależnie od tego, do jakich wniosków dojdziesz.


Działania

Information

21 responses

13 12 2006
trigga74

witam, ciekawy artykul. ja akurat jestem stalym udzielaczem na forum anahelli o ktorym tutaj mowa i w jako taka, w astrologie wierze i znam sie na niej. Mysle ze rzeczywiscie trzeba sie zaglebic w temat aby to odkryc🙂

Lubię

13 12 2006
Ryszard Oślizło

Cieszę się, że tu zajrzałeś. Na forum Anahelli jest mnóstwo ludzi znających się na astrologicznej rzeczy, więc zaglądam tam dosłownie co chwila po inspirację, choć rzadko coś piszę🙂 Pozdrawiam!

Lubię

8 10 2007
MK-ultra

Artykuł dobry sumienny,bardziej przypomina działania ,,Panny,, niż polemikę ,,Bliżniąt,,. ,,Panna” chce wszystko szczegółowo wyjaśnić (linki,odsyłacze,cytaty itp), ,,Bliżnięta” skupiły by się bardziej na gadulstwie niż na rzeczowych argumentach. Jednak oba te Znaki są w nie harmonijnym aspekcie do ,,Ryb” czyli do nieświadomości i ogólnej niewiedzy w układzie archetypowym, wię nigdy nie da się niczego do końca wyjaśnić. Tu cytat, który mi się bardzo podoba: ,,Ja w astrologie nie wierze,ponieważ jestem z pod znaku Ryb a Ryby w astrologie nie wierzą”. Pozdrawiam wszystkie ,,Ryby” i nie tylko.

Lubię

28 11 2009
ciferusbux

nie wiem dlaczego tak mieszacie z błotem człowieka który czegoś się dowiedział i miał odwagę wyrazić swoje zdanie.
to on jest bliżej prawdy i ducha.
a wam być może wywraca świat waszych złudzeń i dogmatów dzięki któremu wygodnie sobie żyliście.
sprzedawaliście wiarę , sprawiając wrażenie życzliwych dla wszystkich.
głupi sam płaci , nikogo na siłę nie grabicie, nic teź nie wyjaśnicie
betonowa konserwa

Lubię

28 11 2009
Ryszard Oślizło

A w którym miejscu, Twoim zdaniem, mój rozmówca został zmieszany z błotem…? Proszę o konkretny cytat.

Zarówno w powyższym poście, jak i na forum portalu Psychotronika, tak osoba, z którą rozmawiałem, jak i wyrażane poglądy, były od początku do końca traktowane przeze mnie z szacunkiem. Proszę przeczytać całość raz jeszcze, bez uprzedzeń, a z pewnością stanie się to jasne.

Wyrażając się o swoim rozmówcy w powyższym poście napisałem:

(na początku)
„Wkrótce jednak okazało się, że rozmawiam z osobą, która o astrologii wie niewiele, ale braki w wiedzy stara się uzupełniać lekturą i rozmową, a nie własną wyobraźnią i uprzedzeniami. Chwała mu za to, bez względu na wynik jego poszukiwań.”

(na końcu)
„Takie podejście w zestawieniu z tym, że czytasz o astrologii w książkach/Internecie, wydaje mi się postawą naukową: „Może astrologia działa, a może nie działa, ale zamiast zakładać cokolwiek z góry, albo przyjmować czyjeś opinie, wolę sam dowiedzieć się czegoś na ten temat”. I to mi się podoba. Niezależnie od tego, do jakich wniosków dojdziesz.”

Każde z tych odniesień wyraźnie wskazuje na fakt, że doceniam czyjeś poszukiwania, bez względu na wnioski, jakie wyciągnie – tzn. czy będą one zgodne z moimi wnioskami, czy im przeciwne. Wartość ma dla mnie tzw. postawa naukowa, czyli otwartość i dociekliwość, które mój rozmówca okazał.

Również żaden z komentujących artykuł nie obrażał mojego rozmówcy – łatwo to sprawdzić, wystarczy przeczytać te komentarze. W przeciwieństwie do Twojego agresywnego tonu odnośnie jakichś tajemniczych dla mnie osób: bo pisząc „wy” – kogo właściwie masz na myśli i do kogo się w ten sposób zwracasz? Chętnie dowiem się, kto sprzedawał jakąś wiarę i o jakich dogmatach mówisz – bo nic z tego nie ma w moim artykule.

On sam zresztą jakoś nie poczuł się urażony w naszej rozmowie (przeciwnie, na koniec dyskusji na forum podziękowaliśmy sobie wzajemnie za podzielenie się tym, co wiemy oraz za inspirację), skąd więc takie wnioski u Ciebie?

Mam nadzieję, że nie tylko Twój komentarz, ale również podpis, nie są Twoją ostateczną odpowiedzią na mój artykuł. Obawiam się, że Twój podpis przeczy postawie otwartości (którą mój rozmówca tak wspaniale zaprezentował), bo w takim przypadku wszelka dyskusja jest całkowicie bezcelowa. W razie wyrażenia chęci powtórnego skomentowania TEKSTU, proszę o podawanie konkretnych cytatów, z którymi chcesz polemizować.

Proszę przy tym pamiętać, że na blogu Integra wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się mieszanie z błotem różnych OSÓB. Teksty i KONKRETNE poglądy (wynikające z KONKRETNYCH wypowiedzi) można natomiast krytykować do woli, byle przy zachowaniu kultury dyskusji.

Pozdrawiam,
Ryszard Oślizło

Lubię

22 04 2010
Astrologia

http://www.astrologyurania.com/2009/11/correlation-between-jamming-on.html – zodiak to nie gwiazdy, tylko krążenie ziemi dookoła słońca…

Lubię

22 04 2010
Ryszard Oślizło

A kto powiedział, że Zodiak to gwiazdy…?

Lubię

22 04 2010
Astrologia

hmmm, dyskutujesz z „zodiakiem gwiazdowym”, i nawet przypisujesz mu naturę bycia „naturalnym”, a tropikalnemu „sztuczności'”. Oczywiście jest odwrotnie. Zodiak gwiazdowy to całkowicie arbitralny wynalazek ludzi, szczególnie jeśli chodzi o wyznaczanie granic, a więc twór sztuczny. Natomiast Zodiak Tropikalny to twór naturalny, wbrew temu co twierdzisz, naturalnie obserwowalny na niebie, gdybyśmy tylko widzieli tę polaryzację mikrofal…

Lubię

23 04 2010
Ryszard Oślizło

Chodzi o ten fragment?

„…choć gwiazdozbiory zodiakalne można zobaczyć na niebie (jest ich 13), to znaków Zodiaku zobaczyć się nie da, bo są one tworem sztucznym. Ekliptyka została podzielona na 12 równych odcinków, z których każdy liczy sobie 30 stopni.”

Z powyższego wynika, że znaki zodiaku to 12 równych części ekliptyki. Ekliptyka jest naturalna, ale na części podzielił ją sobie umownie człowiek, tak jak „wymyślił” sobie gwiazdozbiory, umownie „łącząc” ze sobą różne punkty na niebie i dopatrując się w nich symbolicznych obrazów. Jedno i drugie jest tak samo naturalne i nienaturalne, skoro w wytworze natury/zjawisku fizycznym człowiek dopatruje się pewnych układów i wzorów. Gwiazdy zobaczyć można – niezależnie od tego, czy będziemy się w nich dopatrywać jakichś wzorów, czy nie – natomiast znaków zodiaku nie zobaczysz, bo to tylko określone części przestrzeni („gdybyśmy tylko widzieli” = nie widzimy). I tylko o to mi w tym fragmencie chodziło.

Lubię

27 04 2010
Astrologia

no i właśnie po to był ten link… Sygnalizuję tam mapy sporządzone przez satelitę WMAP, gdzie promieniowanie tła… okazało się być spolaryzowane właśnie wg znaków Zodiaku. Co oznacza że to co napisałeś już nie jest aktualne. Postęp nauki przeniósł Zodiak Tropikalny ze zbioru bytów umownych do bytów obserwowalnych gołym okiem (gdyby to oko widziało polaryzację mikrofal) 🙂

Lubię

27 04 2010
Astrologia

w trzech płaszczyznach poalryzacji – w pierwszej najostrzejszy podział na 6, w drugiej podział na 12 – tam dwa obszary sąsiednie się zlały (ciekawe jak to wyglądało na innych orbitach obserwacji, ale nie znalazłem opublikowanych map), oraz widoczny także najsłabszy podział na 8.

Lubię

27 04 2010
Ryszard Oślizło

OK, przyjrzę się temu dokładniej.
Dzięki za uaktualnienie!😀

Lubię

23 07 2010
21 09 2010
dziekuje

dziekuje za ten artykul ! w znacznym stopniu ugruntowal moja wiedze🙂
jestem zdania azeby wypowiadac sie na tak scisle tematy trzeba posiadac pewna wiedze. nie oburzaja, juz, mnie niedouczeni przeciwnicy, ale na prawde choc troszke przyzwoitosci, nakazuje chociaz obejrzec krytykowany film.

Lubię

22 09 2010
Vena

Byłam środkiem skorpiona, jestem pierwszym dniem wagi. Dlaczego? Bo skorpion trwa tylko kilka dni.

Lubię

22 09 2010
Tundra

Węzownik jest fajny. NIech go wprowadzą.

Lubię

25 01 2011
wasyl

Nikt z astronomów nie kwestionuje różnicy między znakami zodiaku a gwiazdozbiorami zodiakalnymi. Larum podnoszą jedynie ludzie nie mający wiedzy lecz zasłyszane gdzieś i wydarte z kontekstu spostrzeżenia. Nie znaczy to jednak że astrologia to nie jest bzdura. To jest bzdura. To jest wolitywność człowieka który podciąga te zdarzenia które chce widzieć ze swego życia do swojego znaku. Podkreślam TE KTÓRE CHCE WIDZIEĆ. A to że ludzie chcą w coś takiego wierzyć bo mają to wyssane z mlekiem matki, jest wykorzystywane przez wszelkiej maści astrologów, specjalistó od kart i inne indywidua które albo wierzą albo nie wierzą w to co robią. Odwracasz kota ogonem. Nie ma naukowca który by kwestionował różnicy między znakiem zodiaku a gwiazdozbiorem zodiakalnym… I fakt tej rozbierzności nie jest wykorzystywany przez ludzi poważnych do krytykowania astrologi ale jedynie nieuków. Bzdura astrologi leży w innym miejscu… Pokazują to między innymi różnice w obrazie tego tematu w różnych kulturach… Czyli co? W każdej kulturze inny choroskop? Czyli co? Wiara?????

Lubię

23 08 2012
Inka

Tak wiara:) Obojętne czy jesteś wodnikiem, czy koziorożcem, życie Ty sam musisz przeżyć, odnaleźć właściwą dla siebie drogę by być szczęśliwym:))

Lubię

21 08 2012
Peter

I really like this article. It is really well written and interesting.

Lubię

21 08 2012
Ryszard Oślizło

Thanks🙂

Lubię

21 09 2014
narty

Bardzo dobry materiał, aż zachęca do dalszego czytania

Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: