Mag albo świat równoległy

27 11 2006

Szybkim krokiem wracałem do domu. Zapadł już zmierzch, było zimno i na dodatek zaczynał padać deszcz, a przede mną jeszcze pokaźny kawałek drogi. Zwykle ani taka aura, ani miejsce, ani pora nie nastrajają do zbyt urozmaiconych rozmyślań, na szczęście nie są jednak w stanie zaszkodzić tym rozpoczętym już wcześniej, zwłaszcza, jeśli zdążyły cię zaabsorbować tak silnie jak tego wieczoru moje zaabsorbowały mnie. Niewidzącym spojrzeniem patrzyłem pod nogi, oddając się hipnotyzującemu wpływowi jednostajnego rytmu własnych kroków. Całkowicie zignorowane ulice, placyki, bloki, samochody i ludzie wokół mnie zdawały się tak bezkształtne i nieistotne, jakby stanowiły tło zapomnianego snu.

Scott Cumming's The Magician

Zastanawiałem się nad potęgą myśli. Czy prawdą jest to, co dzisiaj usłyszałem? Czy to możliwe, aby każdy z nas był kreatorem swego życia? I że nasze myśli mają moc sprawczą? Brzmi to jak spełnienie dziecięcych fantazji o posiadaniu magicznej mocy zdolnej cudownie odmienić zły los. Czyżby każdy z nas był takim czarodziejem na własny użytek? Ale jeśli to prawda, to dlaczego tak niewielu ludzi jest szczęśliwych czy choćby zadowolonych z tego kim są i jak żyją? Chociażby ja sam. Dotąd myślałem o sobie i swoim życiu jak o wypadkowej myśli, uczuć, działań i wydarzeń wzajemnie niemal od siebie niezależnych i w znikomym tylko stopniu kontrolowanych przeze mnie. Dzisiaj usłyszałem słowa całkowicie sprzeczne z takim poglądem, a wyłuszczona mi zasada wydawała się tak niezwykle prosta, że mój przyzwyczajony do komplikacji umysł odniósł się do niej podejrzliwie. Dostajesz w życiu to, czego oczekujesz. Zupełnie jak w znanym stwierdzeniu Henry Forda: „Obojętnie, czy uważasz, że odniesiesz sukces, czy że nie, masz rację.” Z drugiej strony, czy to nie on powiedział też: „Możesz wybrać dowolny kolor swego samochodu, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”? Może więc, w ostatecznym rozrachunku, otrzymujemy w życiu nie tyle to, czego pragniemy ale raczej to, co jest nam potrzebne i nie to, czego oczekujemy, ale raczej to, co jest nam przeznaczone? Bo jeśli tak, to właściwie przeżyte życie nie polegałoby ani na walce z przeznaczonym nam losem, ani na bezwarunkowym poddaniu się mu, ale na tym, by stale wybierać swe przeznaczenie. W ten sposób można by wypełnić swe przeznaczenie, nie rezygnując z wolnej woli. Skoro jednak posiadam wolną wolę, a moje myśli mają moc sprawczą, dlaczego dotąd z nich nie korzystałem? I czy w ogóle można z nich nie korzystać? Nie mogę zaprzestać myślenia, a zatem stosuję te zasadę przez całe życie, niezależnie od tego, czy zdaję sobie z tego sprawę, czy nie. Nic dziwnego, że życie wydaje mi się chaotycznym zlepkiem wzajemnie nie powiązanych z sobą elementów, skoro takie właśnie są moje myśli. Korzystam z zasady, mówiącej, że dostajemy w życiu to, czego oczekujemy, ale nie zdając sobie z tego sprawy, stosuję ją niewłaściwie. Podświadomie oczekuję od życia wcale nie tego, czego świadomie pragnę i ta rozbieżność powoduje chaos w moim życiu. Tym razem przyszła mi na myśl baśń Andersena, „Kalosze szczęścia”, w której ludzie nieświadomi są danej im mocy spełniania swych życzeń, czego skutki okazują się dla nich katastrofalne. Tylko czy dowodzi to, że destrukcyjna jest nieświadomość własnej mocy czy raczej nieznajomość swoich pragnień i potrzeb? A może jedno i drugie? W każdym razie, skoro i tak moje myśli wpływają na moje życie, chyba warto postarać się poprawić ich jakość…?

W tym momencie przyszło mi do głowy pytanie, czy możemy wpływać tylko na własne życie, czy również na życie innych? Nie zdążyłem jednak zastanowić się nad nim, bo nagle coś kazało mi oderwać wzrok od ziemi i spojrzeć przed siebie. Wyrwany z głębokiej kontemplacji mózg, nie od razu był w stanie ocenić, co widzę, tym niemniej mechanicznie zarejestrował obraz dość ciemnej, ale na pewno pustej ulicy, przynajmniej w promieniu kilku metrów ode mnie. A jednak coś nakazywało mi czujność, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś niezwykłego. Ale co…? I nagle ta uliczna pustka i ciemność zmaterializowały się w jednej sekundzie tuż przed moim nosem, przybierając kształt jakiejś skulonej postaci, która zderzyła się ze mną, zanim zdążyłem uskoczyć! Zjawa krzyknęła z przestrachem i stanęła jak wryta. Niezdolny do wykrztuszenia przeprosin, stałem przez chwilę w oszołomieniu, przyglądając się równie zdezorientowanej kobiecie w średnim wieku, szczelnie opatulonej ciepłym płaszczem. Serce biło mi gwałtownie, a myśli ruszyły do galopu popędzane przez pełen poczucia winy mózg. Wyskoczyła jak diabeł z pudełka! Przecież mógłbym przysiąc, że jeszcze parę sekund temu nie było tu nikogo!

– Skąd się pani tu wzięła?! – wykrzyknąłem, zanim zdałem sobie sprawę, że chciałem powiedzieć coś zupełnie innego.

– Słucham? – Kobieta patrzyła na mnie okrągłymi ze zdumienia oczami. I zanim zdążyłem coś wyjaśnić, dodała: – Przepraszam, nie zauważyłam pana, ale… mogłabym przysiąc, że minutę temu ulica była pusta… – urwała, jakby uświadomiła sobie, że prosta i niczym nieosłonięta droga zdaje się przeczyć jej słowom, więc dokończyła niezdecydowanie: – A może tak bardzo się zamyśliłam…?

Ochłonąłem już z szoku i zdałem sobie sprawę z zabawności sytuacji. Dwie zamyślone osoby wpadają na siebie na ulicy i pod wpływem zaskoczenia niemal nadają temu banalnemu zdarzeniu rangę niezwykłości, albo wręcz niesamowitości, zamiast po prostu obrócić to w żart i rozstać się. Uśmiechnąłem się.

– Może jedno z nas nieświadomie przeniosło się w inny wymiar? – powiedziałem łobuzersko i dodałem bardziej konwencjonalnie: – Mam nadzieję, że nic się pani nie stało? Przepraszam za swoją nieuwagę. Do widzenia.

Kobieta przyglądała mi się z namysłem. Przez chwilę miałem wrażenie, że chce o coś zapytać, ale ona tylko odpowiedziała:

– Do widzenia…

Ruszyłem przed siebie, myśląc, że właściwsze byłoby „żegnam”, bo raczej już się nie zobaczymy. Mój żart o innym wymiarze wydał mi się teraz mało zabawny i niepotrzebny, ale wynikał przecież ze szlachetnych pobudek. Chciałem rozładować tę idiotyczną sytuację, a zdaje się, że w rezultacie…

Wzruszyłem ramionami. W końcu, co za różnica? To przecież bez znaczenia.

* * *

Magda wolno ruszyła przed siebie. Dziwne spotkanie. Przecież wyraźnie widziała, że ulica jest pusta, a tu nagle ten człowiek… Owszem, była zamyślona, ale chyba nie do tego stopnia, by stracić kontakt z rzeczywistością? Widocznie jednak problemy z pracy zaabsorbowały ją bardziej niż jej się wydawało. Zresztą, takiego dnia, jak dzisiejszy, nic już nie powinno jej zdziwić. Dobrze, że już się kończy, bo diabli wiedzą, co jeszcze mogłoby się wydarzyć. Westchnęła i przyspieszyła kroku. W domu raczej nie ma co się spodziewać relaksującej atmosfery, ale przynajmniej nic jej tam nie zaskoczy. Jak zwykle, czeka na nią głodny mąż i wiecznie kłócące się z sobą dzieci. Dom dawał jej poczucie bezpieczeństwa, ale czasem naprawdę wolałaby dokądś uciec, wyjechać, albo… jak to powiedział ten mężczyzna, z którym się przed chwilą zderzyła? Nieświadomie przenieść się w inny wymiar. Uśmiechnęła się do siebie. Zdaje się, że kiedyś już o czymś takim słyszała, a może czytała…? Tyle, że wtedy nazwano to jakoś inaczej. Spróbowała sobie teraz przypomnieć. Nie „wymiar”, ale… zaraz… inny świat? inne realia? Nie, nie tak, ale podobnie… Rzeczywistość! przypomniała sobie wreszcie. Tak, to było to: rzeczywistość równoległa. Nie była pewna, o co dokładnie w tym chodziło, w jej pamięci pozostało tylko niejasne wrażenie. Postanowiła zapytać męża. To chyba on napomknął kiedyś coś na ten temat…

Myśl o mężu sprawiła, że porzuciła swe metafizyczne rozważania i gwałtownie przyspieszyła kroku, niespokojnie usiłując przypomnieć sobie zawartość lodówki. Zaabsorbowana najpierw tą przykrością w pracy, a potem zdarzeniem na ulicy, w rezultacie zapomniała o zrobieniu zakupów. Nadzieja, że może mąż coś kupił, wracając z pracy, zdążyła zaledwie błysnąć w jej umyśle, niemal natychmiast zgaszona bezlitosnym głosem doświadczenia. Nie zdarzyło się tak przez kilkanaście lat ich małżeństwa, więc dlaczego teraz nagle miałoby się coś zmienić?

– Nic z tego, moja droga – mruknęła do siebie, dodając w przebłysku poczucia humoru – Chyba, że jesteś w innym wymiarze…

* * *

Dotarła do drzwi mieszkania i weszła do środka. Nareszcie w domu. Po całym tym dniu wreszcie trochę spokoju i ciszy. Zdjęła płaszcz i wkładając go do szafy uświadomiła sobie, że coś jest nie tak. Jakoś inaczej niż zwykle. Ciszej. Zbyt cicho. Zajrzała do salonu i stwierdziła, że jest ciemny i pusty. Czyżby nikogo nie było w domu? O tej porze było to niezwykłe. Nigdy dotąd…

Podeszła do drzwi pokoju syna i lekko zapukała. Potem mocniej. Żadnej odpowiedzi. Nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Z ulgą dostrzegła syna siedzącego przy komputerze, tyłem do drzwi.

– Paweł, gdzie ojciec? -spytała.

Nie zareagował, więc podeszła i położyła mu dłoń na ramieniu. Wzdrygnął się gwałtownie i próbując równocześnie poderwać się z miejsca i odwrócić do tyłu, niemal spadł z krzesła.

– Uważaj! – powiedziała Magda odruchowo. – Mało, że ogłuchniesz przez te słuchawki, to jeszcze zrobisz sobie krzywdę. Gdzie ojciec? I Aga?

Syn spojrzał na nią z wyrzutem i rozcierając sobie bolące kolano, odburknął niechętnie:

– Nie wiem. Powiedział, że za chwilę wróci. Aga na angielskim, przecież jest piątek. Zanim zdążę ogłuchnąć, umrę na zawał, jak mnie tak będziesz straszyć…

– To nie zatykaj sobie uszu tymi słuchawkami.

– To nie narzekaj, że ci przeszkadza głośna muzyka.

I tu masz rację, pomyślała z westchnieniem, ale nie powiedziała tego głośno.

– Jadłeś coś? – zapytała, zmieniając temat.

– Nic nie ma – odparł krótko i ponownie odciął się od świata barierą dźwięków.

– Trzeba było coś kupić – mruknęła z wyrzutem. – Ale przecież wy nigdy… – machnęła ręką i poszła zajrzeć do lodówki z absurdalną nadzieją na mały cud.

Niestety, wnętrze lodówki ziało piątkową pustką, brutalnie dowodząc, że cudów nie ma. W każdym razie nie w tym wymiarze.

Zazgrzytał zamek w drzwiach wejściowych. Wraca ktoś głodny.

– Agnieszka? – zawołała z nadzieją. Może da się ją namówić, żeby skoczyła do supermarketu, zanim wróci ojciec? Swoją drogą, ciekawe, gdzież on wyszedł. Przecież nie znosi wychodzić wieczorem.

– To ja – usłyszała głos męża i ostatnia nadzieja zgasła.

O Boże. Zaraz się zacznie: Daj coś zjeść! Umieram z głodu!

– Ale ziąb! – powiedział wesoło zamiast tego, wchodząc do kuchni i kładąc coś na stole. – Cześć kochanie, jak minął dzień?

Cześć, kochanie. Koszmarnie. I to jeszcze nie koniec.

– Zapomniałam zrobić… – zaczęła i urwała. Nagle dotarło do niej, co leży na stole. Torba pełna zakupów. Cud…?

– Skąd wiedziałeś…? – wykrzyknęła, czując jak ciężar spada jej z serca. – Marek! Tak się cieszę!

– Jak to? – zdziwił się. – Przecież prosiłaś, żeby kupić coś do jedzenia?

Owszem, tysiące razy! Ale nigdy dotąd… Zresztą, wszystko jedno.

– Pewnie jesteś głodny – powiedziała tylko, równocześnie robiąc przegląd artykułów w torbie.

– Wściekle. Pomóc ci w czymś?

Pomóc…? Kolejny mały wstrząs. Boże, co się tu dzieje? Jakieś święto, czy co? Słabo pokręciła głową przecząco i ukradkiem przyjrzała się podejrzliwie mężowi. Kiedy wyszedł z kuchni, rzuciła się do kalendarza. Dzień, jak dzień, nic specjalnego. Żaden tam Dzień Kobiet, Matek, Żon, czy Kochanek. Dzień, jak co dzień, a jednak…

Zatopiona w myślach, kończyła przygotowywać posiłek, kiedy z salonu dobiegł ją głos córki. Dobrze, że już wróciła, zdążyła akurat na kolację.

Usiedli przy stole. Zaczęli jeść. Zwykła codzienna, rodzinna kolacja. Czy jednak aby na pewno taka zwykła? Magda przyjrzała się ukradkiem mężowi i dzieciom. Coś wyróżniało ten wieczór od innych, ale co? Przez chwilę nie była w stanie sprecyzować swego wrażenia, więc poddała mu się, z nadzieją, że doprowadzi ją do swego sedna. I wtedy, niemal natychmiast, pojawiło się nagłe zrozumienie: to ten spokój! Mąż nie narzeka, dzieci rozmawiają, nie przekrzykując się, a przede wszystkim nie kłócąc…

– Nie bądź głupi! – zawołała Agnieszka w stronę brata, gwałtownie przerywając optymistyczne rozważania Magdy. – Mamo, powiedz mu, że na fałszywej dumie daleko w życiu nie zajdzie!

Koniec spokoju. A przez chwilę naprawdę wydawało się, że jest inaczej… lepiej… Magda poczuła się jak przekłuty balon, z którego gwałtownie uchodzi powietrze. Do cholery, pomyślała nagle buntowniczo, czy naprawdę musi tak być?

Nie wytrzymała.

– Dlaczego wy się wiecznie kłócicie! – krzyknęła z tak niezwykłą determinacją w głosie, że cała trójka spojrzała na nią ze zdumieniem. – Ledwo zdążyłam pomyśleć, że coś się zmieniło, że może wreszcie przestaniecie kłócić się o byle co i ciągle narzekać, a wy już… – urwała, czując na sobie zdumiony wzrok dzieci i męża.

Agnieszka i Paweł spojrzeli na siebie, zdezorientowani wybuchem matki.

– Ale… – zaczął niepewnie Paweł – przecież my się wcale nie kłócimy…

– Chciałam mu tylko pomóc w angielskim – dodała Agnieszka. – Ale jak nie chce, to nie. To nie ja dostanę banię z testu…

– Nie powiedziałem, że nie chcę, tylko że teraz nie mogę – mruknął Paweł.

– Ale jutro ja nie będę miała czasu.

– A pojutrze?

– W niedzielę? No dobra, po południu.

Jednocześnie spojrzeli na matkę.

-Widzisz? – powiedział Paweł. – Nie masz co się martwić. Już się dogadaliśmy.

– Ja w ogóle myślę, że my się całkiem nieźle ze sobą dogadujemy – oświadczyła Agnieszka. – Nie wiem, skąd ci przyszedł do głowy pomysł, że się ciągle kłócimy.

Magda milczała, trochę zawstydzona swoim wybuchem, ale i zaskoczona słowami córki. Ze zdziwieniem stwierdziła, że Agnieszka… ma rację. Ale w takim razie, dlaczego dotąd tak często miała wrażenie, że w powietrzu wciąż wisi kłótnia? Przecież sobie tego nie wymyśliła! Pod wpływem ich spojrzeń poczuła się jakoś dziwnie. Dzieci patrzyły na nią z lekkim zdziwieniem, a mąż z życzliwym zaciekawieniem. Nieoczekiwanie zachciało jej się śmiać.

– Wiecie co? – powiedziała. – Tak mi się przyglądacie, jakbym przed chwilą spadła tu z kosmosu, albo… – dodała, rozbawiona nagłą myślą – z innego wymiaru!

* * *

– O co ci chodziło z tym innym wymiarem? – spytał z ciekawością Marek, kiedy Magda wyszła z łazienki. – Myślałem, że nie obchodzą cię takie sprawy?

Bez żalu wyłączył telewizor, jak zwykle epatujący okrucieństwem i czarnowidztwem, i spojrzał na żonę z zainteresowaniem. Magda usiadła w fotelu i uśmiechnęła się niepewnie.

– Sama nie wiem… – zaczęła z wahaniem. – Trochę dziwnie się czuję… Bo wiesz, kiedy wracałam z pracy, coś mi się przydarzyło… – opowiedziała mu o swoim nagłym i nieoczekiwanym spotkaniu z nieznajomym na ulicy, o tym, co powiedział o innym wymiarze i o swoim wrażeniu, że wokół niej zaszły jakieś nieznaczne, ale znaczące zmiany. Marek słuchał uważnie, a Magda z każdym zdaniem coraz wyraźniej uświadamiała sobie, jak śmiesznie musi brzmieć to, co mówi. Niezwykłe spotkanie, nieoczekiwane zmiany, inne wymiary rzeczywistości… witamy w baśniach z tysiąca i jednej nocy!

Urwała, nagle speszona.

– Wiem – powiedziała szybko i lekceważąco machnęła ręką. – To głupie. Nie musisz mi tego mówić. Zresztą, masz rację, przecież ja nie mam o tym żadnego pojęcia. Co to właściwie jest ten inny wymiar? Zdaje się, że kiedyś wspominałeś coś na ten temat, znasz się na tym?

Marek lekko wzruszył ramionami.

– Żaden ze mnie ekspert – stwierdził. – Przeczytałem jeden artykuł, to wszystko. Nawet go dokładnie nie pamiętam. Chyba chodziło o rozszczepienie rzeczywistości na kilka wersji. To znaczy, że nasza rzeczywistość nie jest jedyna, ale istnieje wiele innych, podobnych do siebie, choć nie identycznych. Coś jak kilka wersji tego samego filmu, tylko za każdym razem zmontowanego inaczej i z trochę innych fragmentów.

– Ale w każdej z nich jesteśmy my wszyscy, tak?

– Nie wiem, czy wszyscy – zastanowił się. – Chyba nie… Na przykład w jednej z wersji moglibyśmy w ogóle się nie spotkać, więc nie byłoby Agi i Pawła… Albo nas, gdyby twoi lub moi rodzice związali się z kimś innym – uśmiechnął się. – Teoretycznie, każda wersja jest możliwa, nie tylko tak drastycznie różna od tej, którą znamy. Na przykład taka, w której nasze dzieci kłócą się bez przerwy o byle co, a ja jako twój mąż ciągle narzekam i nawet do głowy mi nie przyjdzie, żeby ci w czymkolwiek pomóc… W to ostatnie osobiście wątpię, ale kto wie… – mrugnął do niej żartobliwie i dodał, zanim zdążyła odpowiedzieć: – Lepiej chodźmy już spać, może we śnie trafi nam się jakaś odlotowa wersja rzeczywistości…

Tej nocy Magda nie mogła zasnąć. Wcześniej miewała, co prawda, kłopoty z zaśnięciem, ale tylko w czasie pełni, a tego dnia akurat wypadał nów, więc jej bezsenność nie miała nic wspólnego z księżycem. Leżała bez ruchu obok męża, żeby go nie obudzić, a w jej głowie wciąż kłębiły się tysiące myśli, wspomnień, skojarzeń i pytań dotyczących dzisiejszego dnia. Marek chyba trochę zbagatelizował jej przeżycia, ale dzięki rozmowie z nim zobaczyła swoją dzisiejszą przygodę w nieco innym świetle. Uświadomiła sobie, że nie zdarzyło się nic niezwykłego. Mimo to, wciąż miała wrażenie, jakby wszystko wokół niej się zmieniło. Z grubsza, było tak jak dotąd, różnice były bardzo subtelne, prawie niezauważalne, właściwie nie była całkowicie pewna, czy jej spostrzeżenia są słuszne, czy wydumane. Ale przecież te zakupy… to takie niepodobne do Marka. No i ta zgoda między dziećmi…

Chyba zwariowałam, pomyślała nagle z niesmakiem. Zamiast się cieszyć, szukam dziury w całym. Przecież w rezultacie ten dzień okazał się bardzo przyjemny. Nie sprawdziły się moje przewidywania i całe szczęście. Może i jutro…? pomyślała z nieśmiałą nadzieją, jakby jeszcze bała się ją sprecyzować.

Nagle już pojawiający się na jej ustach uśmiech zniknął. Przypomniało jej się dzisiejsze niemiłe zdarzenie z pracy. Naprawdę nie przypuszczała, że te kobiety, które uważała za swoje dobre koleżanki mogłyby… Najchętniej przestałaby o tym myśleć, ale przecież w poniedziałek będzie musiała stanąć z nimi twarzą w twarz. Co wtedy zrobić? Jak się zachować? Udać, że nic się nie stało, że niczego się nie domyśliła? Musiałaby chyba być ślepa i głucha. Kiedy znienacka wchodzisz do pokoju, a siedząca w nim grupa twoich znajomych nagle milknie i wytrzeszcza na ciebie oczy, jednocześnie próbując pokryć zaskoczenie niewyraźnymi uśmiechami, może to oznaczać tylko jedno – właśnie z zapałem cię obgadywali. Niesmak pozostały po tym przykrym zdarzeniu był odczuwalny nawet teraz, odbierając Magdzie resztki nadziei na szybkie zaśnięcie. Przez chwilę poddawała się minorowemu nastrojowi. No tak, a czegóż można się spodziewać po ludziach jak nie fałszu i obłudy? Już tyle razy przekonała się przecież, że świat jest tak beznadziejnie zakłamany, nieczuły i wredny. Powinna wiedzieć, że tak jest i odpłacać innym pięknym za nadobne. Wtedy przynajmniej cudza dwulicowość nie dziwiłaby i nie bolałaby jej tak bardzo. A tak, dostała dobrą nauczkę, żeby odtąd nie oczekiwać od ludzi niczego dobrego – ciepła, wsparcia, pomocy. Słusznie nie spodziewała się dzisiaj niczego po Marku i dzieciach, zaczęła myśleć z absurdalnie triumfalną satysfakcją, kiedy nagle z zaskoczeniem uświadomiła sobie, że to nieprawda. Przecież dzisiejszy wieczór był taki miły i to właśnie dzięki jej bliskim, których podejrzewała i posądzała o wzajemną niechęć, a co najmniej obojętność. Zawstydziła się. Po co mi to? pomyślała nagle. Po co wiecznie zamartwiam się na zapas? Przecież to mi wcale nie pomaga. Przeciwnie, przez całą drogę do domu czułam się fatalnie, narzekając na dzieci i Marka, a w końcu okazało się, że narzekałam na własne urojenia. Marek stwierdził, że nie widzi nic niezwykłego w tym, że zrobił zakupy i podśmiewał się z zarzutu, że ciągle narzeka. Z kolei, co do dzieci, to dziwne, że dopiero słowa Agnieszki uświadomiły mi, że oni naprawdę rzadko się kłócą. Czy to wszystko znaczy, że dotąd żyłam w jakimś wydumanym świecie własnych wyobrażeń, a teraz zaczynam dostrzegać rzeczywistość? A może… a może jednak… Myśl, która pojawiła się w jej umyśle nie była nowa, ale pod wpływem ostatnich przemyśleń nagle wydała się wyrazistsza i bardziej słuszna niż kiedykolwiek przedtem. A może to wszystko znaczy, że ja jednak jestem w innym wymiarze…?

* * *

Cała sobota upłynęła jak we śnie. Magda nie była w stanie skoncentrować się na swoim tu i teraz, coraz silniej zaabsorbowana myślą o innym wymiarze, w którym chyba się znalazła. Wciąż nie wiedziała, co myśleć o tym, co ją spotkało i czy stało się to rzeczywiście czy też tylko sobie wszystko uroiła? Wydarzenia zdawały się potwierdzać jej coraz wyraźniejsze poczucie zmiany, jaka stała się jej udziałem, jednocześnie jednak charakter tej zmiany był zbyt subtelny, żeby uznać ją za faktycznie zaistniałą. Chaos panujący w umyśle Magdy powodował nieznośną niepewność, ale i przyjemne podekscytowanie możliwościami, jakie, być może, właśnie otwierały się przed nią. Jeśli to wszystko prawda, nie chciałaby ich zmarnować, w końcu drugi raz taka okazja raczej się nie powtórzy. Wymiarów rzeczywistości nie zmienia się jak rękawiczek.

Perspektywa rozpoczęcia wielu rzeczy od nowa była taka kusząca. Mogłabym inaczej ułożyć sobie życie, więcej czasu poświęcić sobie, myślała Magda z rozmarzeniem. Zaczęłabym regularnie chodzić na basen, zrobiłabym prawo jazdy, może pojechałabym do Egiptu…? Dość nieuważnie odstawiwszy żelazko, starannie, choć automatycznie poskładała T-shirt Pawła i zaczęła prasować jego jeansy, ani na chwilę nie odrywając się od swoich fantazji. Właściwie wszystko to mogłam zrobić już wcześniej, zastanowiła się nagle, w przebłysku trzeźwości umysłu, dlaczego więc tego nie zrobiłam? I natychmiast odpowiedziała sama sobie: No tak, w tamtym wymiarze byłoby to znacznie trudniejsze, o ile w ogóle możliwe. Ludzie zbyt dobrze już mnie tam poznali. Za bardzo by się dziwili, gdybym zaczęła się zmieniać, może nawet uznaliby mnie za dziwaczkę… Co innego w innym wymiarze, gdzie nikt mnie nie zna taką, jaką byłam. To prawie, jakbym narodziła się na nowo… Ciekawe, czy w takim wypadku moje miejsce zajęła inna wersja mnie samej…? Chyba tak, bo przecież…

Jej rozważania przerwał nagle głos z tyłu. Zaskoczona, wzdrygnęła się i odwróciła dość gwałtownie. W drzwiach stał Paweł z nieco zdziwioną miną.

– Wołam cię i wołam – powiedział niepewnie, z zainteresowaniem wpatrując się w sznur trzymanego przez Magdę żelazka. – Masz na uszach walkmana, czy co? Telefon do ciebie. Jakaś pani Monika.

Magda otrząsnęła się z oszołomienia i odstawiła żelazko, dopiero teraz uświadamiając sobie, że przez cały czas było nie włączone. Machnęła ręką i poszła do salonu. Pani Monika, myślała niechętnie, czyli jedna z tych żmij.

Niezbyt uważnie słuchała szczebiotów w słuchawce, uznawszy, że ta rozmowa w zamierzeniu nie miała być towarzyską pogawędką, ale podstępną próbą wybadania przez Monikę, czy Magda już wie, jakimi żmijami okazały się dzisiaj jej koleżanki z pracy, czy też w poniedziałek będą mogły udawać, że nic się nie stało. Pewnie reszta tych hipokrytek ją wydelegowała. Proszę, jaka jest miła, „Madziu”, „moja droga”, „moja kochana”, „ha ha ha hi hi hi”, jak można być tak obłudną!

I nagle, kiedy już miała stracić cierpliwość i po prostu odłożyć słuchawkę bez uprzedzenia, przypomniały jej się jej nocne rozważania. A może i tutaj zaszły jakieś zmiany? Skoro okazało się, że jej dotychczasowe przekonania co do męża i dzieci okazały się nieaktualne, to samo mogło dotyczyć wczorajszej nieprzyjemnej sytuacji w pracy! Ta myśl sprawiła, że aż się zachłysnęła i, pod wpływem impulsu, nie czekając, aż Monika dokończy zdanie, zapytała, nie siląc się na delikatność, ani na żadne wstępy czy wyjaśnienia:

– Czy wy mnie wczoraj obgadywałyście? Wtedy, kiedy znienacka weszłam do waszego pokoju po resztę dokumentów? Powiedz, chcę to wiedzieć.

Chwila ciszy w słuchawce mogła oznaczać właściwie wszystko.

– No wiesz! – odezwała się wreszcie Monika. – Masz talent do zaskakiwania ludzi… Naprawdę podejrzewasz nas o coś takiego?

– Po prostu odpowiedz – uparła się Magda.

– Oczywiście, że nie – odparła Monika zdecydowanym tonem. – Skąd ci coś takiego przyszło do głowy?

– Tak gwałtownie zamilkłyście na mój widok… Wyglądało to jednoznacznie…

– Zamilkłyśmy…? – zaśmiała się Monika. – No, owszem, to fakt. Ale nie z tak okropnego powodu. Chyba lepiej będzie, jak ci powiem, o co chodziło, choć miała to być tajemnica. Ale w tej sytuacji… Po prostu planowałyśmy niespodziankę na twoje urodziny. Najpierw chciałyśmy zorganizować małe przyjęcie w pracy, ale stary się nie zgodził, wiesz jaki on jest. Więc postanowiłyśmy wymyślić coś innego. Nie powiem ci teraz co, niech chociaż tyle pozostanie w tajemnicy. Dowiesz się w poniedziałek.

Mieszanka ulgi i zakłopotania sprawiły, że teraz Magdzie na chwilę zabrakło głosu. O Boże, a ja myślałam, że one…

– Słuchaj… – wykrztusiła wreszcie. – Przepraszam cię… Was wszystkie. Nie masz pojęcia, jak mi teraz głupio, ja…

– Daj spokój. – usłyszała na to. – To nasza wina. Tak byłyśmy zaabsorbowane tymi planami i utrzymywaniem tajemnicy, że w ogóle nie zdawałyśmy sobie sprawy z tego, jak to mogło wyglądać! Dopiero teraz mi to uświadomiłaś. Szczerze mówiąc, sama bym tak pewnie pomyślała, gdyby na mój widok cały pokój nagle zamilkł…

Kobiety dokończyły rozmowę i pożegnały się. Magda usiadła w fotelu i zamyśliła się. Znowu to samo. Przykre przypuszczenie okazało się niepotrzebne, a jego miejsce znienacka zajęły ulga, spokój i radość. To nie może być przypadek. Teraz wiem już na pewno, pomyślała. Niemożliwe przecież, żebym aż tak się dotąd myliła. Znalazłam się w innej rzeczywistości, w innym wymiarze, to jedyne wytłumaczenie. Czy żałuję, że tak się stało? O nie! Mam tylko nadzieję, że zostanę tu na zawsze i… nie zazdroszczę tej, która zajęła moje miejsce w tamtym wymiarze.


Działania

Information

20 responses

2 12 2006
mamaMM

Rysiu,:) To opowiadanie.. powiedz, proszę, że to nie fikcja literacka, ale prawda… Sama mam wrażenie, że 4 lata temu przeniosłam się w inny wymiar, gdzie rzeczywistosc przedstawia sie niczym bajka, jednak, jak w kazdej bajce, występują elementy grozy.. Stworzyłam sobie piękny świat, w który wdarła się ‚przykra rzeczywistosc’…/ Ostatnio w moim życiu tyle się dzieje, niekoniecznie dobrego, ale tak chciałabym wierzyć, że to wszystko prowadzi nas do dobrego.. A ta opowieść.. dodała mi wiary :)) Uśmiecham się do Ciebie szeroko :)i pozdrawiam bardzo ciepło…
paulina

Lubię

7 12 2006
Ryszard Oślizło

Twój komentarz pojawia się dopiero dzisiaj, bo z nieznanych mi przyczyn automat WordPressu uznał go za spam😦 Na szczęście zauważyłem to dzisiaj i czym prędzej oznaczyłem Twoje dane jako anty-spam🙂 Niestety, prawdopodobnie kilka innych komentarzy nie miało tyle szczęścia, bo automat dumnie poinformował mnie, że „ochronił mnie przed 6 spamowymi komentarzami”, ale zdaje się, że zdążył pozostałe skasować, bo w przechowalni był tylko jeden. Jeśli ktoś rzeczywiście napisał jakiś komentarz, który się nie ukazał i zechce napisać go raz jeszcze, będę wdzięczny. Obiecuję, że teraz będę już pilnował, żeby nic nie zostało tu „zjedzone”🙂

A teraz odpowiedź:

Można powiedzieć, że to, co opisałem w opowiadaniu Mag, zdarzyło się naprawdę i zdarza się ciągle – nam wszystkim i właściwie bez przerwy. Mam wrażenie, że nasza świadomość nieustannie przenosi się z wymiaru w wymiar – w sposób dosłowny – więc właściwie każda chwila jest nowym początkiem. Czasem/często o tym zapominamy, ale ten proces działa niezależnie od tego, czy jestesmy tego świadomi czy nie. To opowiadanie powstało kilka lat temu, zanim obejrzałem „What the Bleep Do We Know”, ale czy pojęcie rzeczywistości nie jest tu podobne? W obu przypadkach cały świat znajduje się stale w tzw. superpozycji, a my wybieramy poszczególne manifestacje różnych elementów, tworząc w ten sposób swój świat🙂 Oczywiście, jak w przypadku każdej bajki, również częścią naszego życia jest coś, czego wolelibyśmy uniknąć, być może jednak nie mamy pełnego wglądu w to, co jest dla nas najkorzystniejsze?

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam Cię serdecznie🙂

Lubię

7 12 2006
east

baaardzo ciekawe opowiadanie. Wiesz, moje niedawne przeżycia też wydawałyby mi się jeszcze kilka tygodni temu totalną traumą, życiową klapą, potwierdzeniem własnej beznadziejności i w ogóle wszystkim najgorszym. Jednakże „spotkanie” z Tobą, obejrzenie „What The Bleep ..” , JżŚ natchneły mnie pozytywnym myśleniem , nieco innym spojrzeniem na zwykłe codzienne zdarzenia, poranną porcją afirmacji i duuużą dozą dystansu do życia. Dzięki temu obecją rzeczywistość odbieram „nieco” inaczej i ona jest inna !! . Mimo przykrego ( także finansowo ) doświadczenia , które mnie ostatnio spotkało , a które „przetestowało” siłę mojego małżeństwa jestem dzisiaj o wiele spokojniejszy . Zamiast traumy i tych wszystkich okropnych możliwych zakończeń mam teraz spokój i pewność większą niż przedtem ,że właśnie przeszedłem do nowego wymiaru. Nie wiem ,czy dzieje się to świadomie ,czy podświadomie ,ale wybieram te wszystkie pozytywne scenariusze wydarzeń, dystansuję się od negatywnych emocji , które oczywiście także mnie dosięgają ,ale pozwalam im po prostu PRZEPŁYNĄĆ, nie zatrzymuję się przy nich. Podobnie nie komentuję i nie drążę negatywnych wypowiedzi płynących od najbliższych , jakby czując ,że one mają też prawo być i płynąć ,ale nie są mi do niczego potrzebne. Nie zmienią przeszłości. Dodatkowo -spróbowałem usilnie myśleć ,że porażka, która mnie spotkała nie jest właściwie porażką , tylko sukcesem w tym sensie ,że nie popadłem w możliwe przyszłe, a nie znane mi obecnie tarapaty oraz jednocześnie, że właściwie dzięki temu doświadczeniu mam teraz większe szanse i jestem lepiej przygotowany na coś o wiele bardziej korzystnego, co się niedługo wydarzy. Doznaję niezwykłego uczucia , które ciągle mi towarzyszy ,że właśnie niedawno przestawił się mój własny świat supepozycji w coś dobrego i ciągle , dzięki akceptacji siebie i otoczenia -ewoluuje w jeszcze piękniejszy byt. Jednocześnie zmiany są tak subtelne i nieznaczne,że właściwie niezręcznie byłoby o tym komuś opowiedzieć, by nie narazić się na zarzut o zidiocenie. Przynajmniej wypowiadając się tutaj nie mam tych obaw. Jednocześnie ta myśl jest tak niezwykła, że aż porażająca. Można się poczuć jak Bóg. A jeżeli rzeczywiście każdy z nas JEST dzieckiem Bożym to znaczy,że cały czas nosi Go w sobie i że jeśli zechce to otrzyma wszystko czego zapragnie w dobrej wierze i w wdzięczności. Dlaczego ON =JA nie miałby spełnić sobie własnych życzeń ? Jeżeli ON=JA jest „almighty” to ..wszystko jest możliwe. Rastamani mówiąc o sobie mają taki zwrot „ja i Ja” („I and I”) , gdzie małe „ja” to nasza obecna świadomość, zaś duże „Ja” to nasz boski brat-bliżniak zrośnięty z nami aż do śmierci.
Chyba coś w tym jest …coś baardzo głębokiego.

Lubię

9 12 2006
east

cytat” ….właściwie przeżyte życie nie polegałoby ani na walce z przeznaczonym nam losem, ani na bezwarunkowym poddaniu się mu, ale na tym, by stale wybierać swe przeznaczenie. W ten sposób można by wypełnić swe przeznaczenie, nie rezygnując z wolnej woli. (…) Korzystam z zasady, mówiącej, że dostajemy w życiu to, czego oczekujemy, ale nie zdając sobie z tego sprawy, stosuję ją niewłaściwie. Podświadomie oczekuję od życia wcale nie tego, czego świadomie pragnę i ta rozbieżność powoduje chaos w moim życiu. Tym razem przyszła mi na myśl baśń Andersena, „Kalosze szczęścia”, w której ludzie nieświadomi są danej im mocy spełniania swych życzeń, czego skutki okazują się dla nich katastrofalne. Tylko czy dowodzi to, że destrukcyjna jest nieświadomość własnej mocy czy raczej nieznajomość swoich pragnień i potrzeb? A może jedno i drugie? W każdym razie, skoro i tak moje myśli wpływają na moje życie, chyba warto postarać się poprawić ich jakość…?”
Dziękuję Ci za kolejne niesamwite przemyślenia.Dają mi one niezwykle dużo do myślenia. Gdy się nad tym zastanowić tak na prawdę głęboko to niewiele wiemy o sami o sobie. Nie znamy siebie i dlatego jesteśmy niezadowoleni , gdy otrzymujemy nie to o co wydaje nam się ,że chodzi. Trzeba ogomnej siły i akceptacji i wiary i samej determinacji w kreowaniu siebie za pomocą myśli ,by móc oczekiwać efektów w rzeczywistości. Jak usunąć chaos z własnych myśli? .
Światy równoległe . Koncepcja ,która kiedyś wydawała mi się mocno naciągana, ale teraz , kiedy sam doświadczam potęgi myśli . Skoro myśli kreują rzeczywistość to w każdej chwili , w któej pomyślę o tym co mógłbym robić – robię to. Skoro tak , to pewnie inny ” ja ” w tej chwili sprząta mieszkanie , inny jedzie na myjnie umyć auto ,kolejny idzie z synem na spacer, kolejny robi zakupy … bo o wszystkich tych sprawach pomyślałem w trakcje pisania tego posta. Zapewne wykonam je wszystkie – w swoim czasie. Jednak wybieram pisanie posta. Oh gdyby tak móc w tym samym czasie wykonać te wszystkie czynności ..ileż by się zaoszczędziło czasu!! Wystarczyłoby się tylko przełączać z jednej rzeczywistości w drugą by w końcu sprowadzić wszystkie „ja” na do jednego punktu pod wieczór by móc się spokojnie położyć spać w poczuciu solidnie przeżytego dnia.

Lubię

9 12 2006
east

Ja również nie mogę się uwolnić od tej myśli ,że „dostajesz w życiu to czego oczekujesz”.
I jeszcze od tej że „Myśl kreuje byt”.
Jeśli się nad tym zastanowić , to także w Piśmie Św napisano, że Jezus miał powiedzieć „o cokolwiek poprosicie Ojca waszego -bedzie wam dane ” . I dalej „pukajcie , a będzie Wam otworzone ”
Otrzymywanie tego o co proszę oraz kształtowanie bytu za pomocą myśl to doświadczenia tożsame.
W połączeniu ze wspomnianym , bilblijnym przekazem wiążą mnie samego , Boga i rzeczywistość (świat materialny) w jedność.Kluczem do tego jest Afirmacja. Bóg jako wszechmogący jest w nas samych,ale czy każdemu jest dane kreowac rzeczywistość ? Czy każdy na to zasługuje ? Czy każdy się do tego nadaje? Wydaje mi się, że niezbędna jest Miłość, Dobroć , Empatia i Świadomość. Tylko kto może uznać i kiedy ,ze te właśnie narzędzia posiadamy ? A jeżeli ich nie posiadamy tylko chcemy korzystać z tego żeby mieć, bez głębszej refleksji ? Wydaje mi się ,że właśnie dlatego potrzebny jest nam Ojciec , Wyższa Istota, Istota Świadoma , Nauczyciel , JAH, czy jak ją inaczej nazwiemy. Ja myślę o niej jak o moim starszym duchowym bracie (JA), który jest ze mną i we mnie.To JA decyduje ,czy i kiedy otworzć mi drzwi do Świadomości. Jednak wpierw muszę okazać się godny tego zaszczytu.Dlatego kocham JA, Wybaczam sobie przeszłość i daruję wszystkie winy wszystkim , których spotkałem na swojej Drodze. Tym , którzy sądzą, że im nie daruję muszę powiedzieć, że już nie czuję urazy. Hej JA – jestem godny ? Wierzę ,że gdy dostąpię zaszczytu to olśni mnie cała wiedza Świadomości. Wystarczy się do niej podłączyć za pomocą JA (takiego własnego tokena ).

Lubię

9 12 2006
Ryszard Oślizło

East – dziękuję za wszystkie Twoje refleksje, są dla mnie wielką inspiracją.

Trzeba ogomnej siły i akceptacji i wiary i samej determinacji w kreowaniu siebie za pomocą myśli ,by móc oczekiwać efektów w rzeczywistości.

Trzeba również konsekwencji, bo żadne „sporadyczne” czy „odświętne” myślenie pozytywne nie odniesie skutku – konsekwencja utrwala nasze sieci neuronowe…

Fragment z „What the Bleep…”:

Budujemy sobie modele tego, jak postrzegamy świat zewnętrzny. Im więcej informacji mamy tym bardziej doskonalimy nasz model. Ostatecznie otrzymujemy opowieść o tym... jaki jest świat na zewnątrz. Każda informacja przez nas przetwarzana, każda informacja pochodząca z otoczenia... jest zawsze zabarwiona naszymi|przeszłymi doświadczeniami... i emocjonalną reakcją na to, co się w nas pojawia. Kto zajmuje miejsce kierowcy, kiedy kontrolujemy emocje lub na nie reagujemy? Z punktu widzenia fizjologii wiemy, że działające razem neurony są ze sobą połączone. Jeżeli bardzo często coś robisz, to neurony zyskują długotrwałe powiązania. Jeśli codziennie wpadasz w złość, jeśli codziennie odczuwasz frustrację... jeśli codziennie cierpisz... jeżeli dopuszczasz do tego, że stajesz się w życiu ofiarą... wtedy codziennie przebudowujesz ową sieć neuronową... która ma teraz długotrwałe powiązanie... z całą resztą komórek nerwowych, zwanych razem "tożsamością". Wiemy także, że neurony, które nie działają razem, tracą między sobą połączenia. Tracą wzajemne, długotrwałe powiązania... ponieważ za każdym razem kiedy przerywamy proces myślowy, produkujący w ciele reakcje chemiczne... każdorazowo gdy go przerywamy, połączone ze sobą komórki nerwowe ... zaczynają tracić wzajemne długotrwałe powiązania. Gdy przerywamy ten proces i zaczynamy obserwować... nie na zasadzie automatycznego schematu bodziec-odpowiedź... lecz przez obserwację jego efektów... wtedy nie jesteśmy już umysłowo-cielesnymi świadomymi, emocjonalnymi istotami... reagującymi na otoczenie w sposób automatyczny. Czy to znaczy, że emocje są dobre lub złe? Nie, emocje działają w ten sposób, że umacniają chemicznie... coś w pamięci długotrwałej. Po to je mamy.

Lubię

9 12 2006
east

Pozwolisz, że też zacytuję artykuł, który znalazłem w sieci : „…Znany cybernetyk Heiz von Foerster sformułował tezę, że nasza psychika nie odbiera rzeczywistości takiej jaka ona jest, tylko taką jak wierzy, że ona jest. W efekcie – nasza realna rzeczywistość jest kształtowana przez nas samych. Fizyk Jack Scarlatti sformułował teorię, że świadomość wywołuje pewien rodzaj pola biograwitacyjnego, które jest w stanie wpływać na strukturę materii. Można przypuszczać, że naszą świadomością wpływamy nie tylko na subiektywne odbieranie otaczającej nas rzeczywistości, ale również kształtujemy tę „obiektywną” realną rzeczywistość. Innymi słowy – nasz świat fizyczny jest wytworem naszej świadomości. W jakiej mierze wpływamy naszymi myślami na materię, pozostaje do dzisiaj zagadką. W fizyce molekularnej już od dłuższego czasu jest „czymś normalnym”, że „atmosfera” ( oczekiwania badacza ) stworzona podczas doświadczenia ma wpływ na zachowanie się cząstek elementarnych. Rozdział pomiędzy materią i energią został też zniwelowany. Powstaje następne pytanie: w jakich warunkach dana cząstka elementarna jest falą, a kiedy przestaje być falą i zaczyna być materią? W pewnych warunkach elementarne cząstki posiadają jednocześnie własności fali i materii. W fizyce cząstek elementarnych badacz jest nie tylko obserwatorem, ale też uczestnikiem doświadczenia. Zauważono, że niektóre z elementarnych cząstek zachowują się tak, jak oczekuje tego naukowiec. Fizyka jest już po części filozofią, jak zresztą to przed wielu laty postulował Einstein. Znaczy to, że rzeczywistą istotę materii możemy zbadać i zrozumieć nie przez pomiary, ale przez doświadczenie mentalne….”
cały tekst znajduje się tutaj : http://psphome.dhtml.pl/art_nlp_czyli_mozliwosci.html
baardzo ciekawe. Jest to jakby rozwinięcie tematu „Mag albo …”
Ciekawi mnie Twoje/ Wasze zdanie na ten temat.

Lubię

10 12 2006
Ryszard Oślizło

Ciekawy artykuł, opisujący w zasadzie podobne zjawiska do tych, które przedstawione są w „What the Bleep Do We Know” oraz w nowej, poszerzonej (i pogłębionej😉 ) wersji: „What the Bleep. Down the Rabbit Hole”.

W fizyce molekularnej już od dłuższego czasu jest “czymś normalnym”, że “atmosfera” ( oczekiwania badacza ) stworzona podczas doświadczenia ma wpływ na zachowanie się cząstek elementarnych. Rozdział pomiędzy materią i energią został też zniwelowany. Powstaje następne pytanie: w jakich warunkach dana cząstka elementarna jest falą, a kiedy przestaje być falą i zaczyna być materią? W pewnych warunkach elementarne cząstki posiadają jednocześnie własności fali i materii. W fizyce cząstek elementarnych badacz jest nie tylko obserwatorem, ale też uczestnikiem doświadczenia. Zauważono, że niektóre z elementarnych cząstek zachowują się tak, jak oczekuje tego naukowiec.

Ten temat zilustrowany został przez animowany fragment „What… Down the Rabbit Hole”.

Polecam też zabawną ilustrację różnicy między światem dwuwymiarowym a trójwymiarowym. Oczywiście, takiej samej różnicy oczekiwać należy przy porównaniu świata trójwymiarowego z wielowymiarowym.

Flatland

Lubię

10 12 2006
east

obejrzałem ten fragment …hhmhm i poczułem się jak istota dwuwymiarowa😦

Dziwnych rzeczy się dowiaduję w swoim „dwuwymiarowym” świecie. Oto uznane sławy naukowe z dziedziny fizyki (z guru Einsteinem na czele) stwierdzają zanik granic między energią , a materią. Naukowiec staję się aktywnym uczestnikiem eksperymentu -nie obiektywnym obserwatorem, cząstki , które zachowują się tak , jak chce obserwator -raz jak fala (kwanty) raz jak materia, a więc : fizyka-filozofią ?…
Pytam – czy to jest już ta granica do której doszła współczesna nauka ?Co się znajduje poza granicą pomiarów, gdzie dotrzeć można już tylko …myślą? Bóg ? ( czy nie tak pyta kropka z krainy Flatland?)

Czy fizycy-filozofowie , którzy w swych doświadczeniach ocierają się o mistykę , czy napiszą kiedyś nową, kwantową Ewangelię ? Prorocy Nowej Ery ?

Jeżeli zrozumiemy jak myśl wpływa na cząstki , na materię, to rzeczywiście -nie będą nam potrzebne żadne leki, ani samochody, ani pałace ,fabryki , autostrady … nic – ponieważ wszystko zaprojektuje i wybuduje MYŚL.

Pytanie- komu Bóg pozwoli wejść na swoje terytorium, a kto pozostanie poza zasięgiem nieskończonych możliwości.
Może wystarczy być dobrym , wyrozumiałym i serdecznym. Takim , jakim chciałby nas widzieć ON, a wtedy dosłownie i w realu – „posiądziemy królewstwo niebieskie”?
A może to nie będzie wcale królestwo niebieskie tylko (i aż) -przeniesiemy się do wielowymiarowego świata. Pytania o to kim jesteśmy i skąd jesteśmy dalej będą aktualne ,ale zyskają wiele wymiarów.

Lubię

10 12 2006
east

niezwykła muza , mogłaby być oprawą muzyczną do ” what the bleep ..” ,ale równie dobrze może być muzycznym lekarstwem dla duszy w jej wędrówkach po magicznych miejscach świadomości.
tutaj : http://www.ainu.pl/
przepraszam ,ale nie mogłem się nie podzielić .

Lubię

10 12 2006
Ryszard Oślizło

Dzięki za tę audio-wizualną inspirację🙂

Pod jej wpływem dodałem nową zakładkę INSPIRA, gdzie można odtąd dzielić się swoimi odkryciami i skarbami. Może wpiszesz tam te stronę? Dzięki temu zawsze łatwo będzie ją tam odszukać.

Lubię

8 01 2008
music

very interesting.
i’m adding in RSS Reader

Lubię

22 02 2008
Magdalena

Witam Panie Ryszardzie.Po przeczytaniu Pana „opowiadania” odzyskałam swą wiarę w świat równoległy.Wie Pan zajmuję się tym zjawiskiem od kilku lat.Hmm zajmuję się,to za dużo powiedziane.Albowiem mam dopiero 15 lat ale poprostu czytam,zapisuje,zapamiętuję,składam itp.Chciałabym prosić Pana o kontakt ze mną na mojego maila zastępczego w celu zadania kilku pytań dot. owego świata równoległego a także uzyskania jakiejkolwiek pomocy.Oto mój e-mail
madeleine_12@buziaczek.pl Bardzo proszę o kontakt.
Pozdrawiam Magdalena

Lubię

11 09 2008
• AINU •

ktoś nas wspomniał tutaj w rozmowach ,
tym bardziej zapraszamy na naszą http://www.ainu.pl
możecie tam posłuchać 8 płyt CD i obejrzeć
kilkanaście tysięcy zdjęć z podróży w slideshow.
pozdrówka -AINU world music team

Lubię

26 04 2009
ewa may

„Godzina pąsowej róży” – książka i film dla nastolatek, takie miłe skojarzenie mam po przeczytaniu wpisu🙂

Lubię

26 04 2009
Ryszard Oślizło

A to sympatycznie🙂 Lubię „Godzinę…”, książkę dawno temu czytałem, a film oglądałem nawet niedawno, bo kiedyś kupiłem VHS, razem z kilkoma innymi z serii Filmoteka Polska, czy jakoś tak. Między innymi jeszcze Sublokator (ze wspaniałą Ludwiżanką) i moje ulubione Lekarstwo na miłość (wg. Klinu Chmielewskiej z idealnym tandemem w rolach głównych: Kaliną Jędrusik i Krystyna Sienkiewicz). No i proszę, mnie też na wspominki wzięło…😀

Lubię

26 04 2009
ewa may

„czy to naprawdę możliwe takie przeniesienie w czasie?” zastanawiałam się chyba sto lat temu😉 bo „Godzinę..” z dawnych czasów pamiętam i jeszcze, „że to jest takie fajne” myślałam. A książki pani J. Chmielewskiej są przezabawne, ale też dawno czytałam. Wesoły wpis napisałeś również na temat kolekcjonowania jej książek.
Niesamowite, bo zastanawiałam się, czy to o tym filmie piszesz, który też pamiętam, no i sprawdziłam – taak, z Panem Łapickim🙂

Lubię

26 04 2009
Ryszard Oślizło

Tak, tak, z panem Łapickim właśnie🙂 Kiedy po raz pierwszy w TV ten film udało mi się wreszcie obejrzeć (dawno temu to było, a czekałem też długo…), natychmiast nagrałem go sobie na taśmę… magnetofonową😀 I potem miałem słuchowisko, które znałem prawie na pamięć, podobnie, jak fragmenty z jej książek. A dodam jeszcze, że w desperacji, kiedy udało mi się pewnego razu „dorwać” „Romans wszechczasów” (tak ten tytuł wtedy brzmiał poprawnie), to oczywiście tę książkę… przepisałem (na okropnie sfatygowanej maszynie do pisania, odziedziczonej po dziadku), a następnie oprawiłem u introligatora. Do dzisiaj ją mam; taśma ze „słuchowiskiem”, niestety, zaginęła…

Hmmm, ten komentarz właściwie bardziej nadaje się pod „Rozterkę szóstą”, ale jakoś tak wyszło w tym miejscu…🙂

Lubię

27 04 2009
ewa may

Tak, tak, słuchowiska są fajne, ale o tak zmontowanym to jeszcze nie słyszałam🙂
To była pierwsza książka którą napisałeś? ups przepisałeś🙂
Świetnie się czyta Twoje wpisy na blogu, to idę jeszcze poczytać…

Lubię

27 04 2009
Ryszard Oślizło

W całości przepisana to była pierwsza – ale ja wtedy bez przerwy coś pisałem albo przepisywałem, bo uwielbiałem sam proces pisania na maszynie. Takie mi się to wydawało niezwykłe, że aż mistyczne. Kiedy zasiadałem przed maszyną, to wręcz się przenosiłem do innego świata – no i proszę! Jednak komentarze są w dobrym miejscu…😉

A słuchowiska uwielbiam, mam kolekcję słuchowisk wg. Agathy Christie, a w planach słuchowiska właśnie wg. Chmielewskiej.

Bardzo mnie cieszy, że podobają Ci się wpisy na moim blogu! Miłej lektury😀

Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: