Karty Tarota w metodzie INTEGRA

24 01 2007

Do wyroczni sabiańskiej dołączyła wczoraj wyrocznia tarotowa. Jesteś Magiem swojego życia!Kartom Tarota można zadawać dwa rodzaje pytań:

 

  1. Dotyczące teraźniejszości i przyszłości:

    Na czym mam się skoncentrować w obecnej sytuacji w określonej sferze życia, aby najlepiej wykorzystać daną mi szansę rozwoju?

    (np. w sferze rozwoju duchowego, twórczości, związków, dzieci, pracy, finansów)

     

  2. Dotyczące przeszłości:

    Czego mam się nauczyć z określonego doświadczenia, jakie stało się moim udziałem?

    (np. konflikt z bliską osobą, zmiana pracy)

 

Wyrocznia ta opracowana została na podstawie interpretacji Major Arkanów Tarota zawartych w mojej książce „Jak żyć świadomie”, w której opisałem metodę rozwijania świadomości INTEGRA. Karty Tarota (ewentualnie Symbole Sabiańskie), służą w niej jako tzw, „obraz rozwoju”. Zaprezentowana tu wyrocznia jest wersją „mini”, interpretacje w książce są obszerniejsze, dużo bardziej szczegółowe i wieloaspektowe.

 

INTEGRA – metoda rozwijania świadomości życia

 

Integra oferuje oparcie w postaci poczucia stabilności i porządku, jednocześnie jest jednak na tyle elastyczna, by każdy mógł dostosować ją do indywidualnych potrzeb i wymagań. Stosowanie jej wymaga ponadto stałej uwagi i osobistego podejmowania decyzji dotyczących kolejno podejmowanych działań, dzięki czemu nie staje się ona dla nikogo wyrocznią, a jedynie w pełni modyfikowalnym wzorem.

 

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Symbole Sabiańskie - artykuł i wyrocznia online

21 01 2007

 

ARTYKUŁ W CZWARTYM WYMIARZE

 

W magazynie Czwarty Wymiar (2/2007) ukazał się mój artykuł o Symbolach Sabiańskich: „Symbole Sabiańskie – wyrocznia XXI wieku” (str. 54-57). Lutowy numer jest dostępny już od 19 stycznia. Czwarty Wymiar 2/2007W artykule znajdziecie informacje o powstaniu Symboli i ich znaczeniu w astrologii, ale przede wszystkim o ich zastosowaniu jako samodzielnej wyroczni, z powodzeniem konkurującej z tak znanymi i uznanymi systemami jak Tarot, Chińska Księga I Ching czy Runy. Jednak w przeciwieństwie do nich, Symbole Sabiańskie przemawiają do nas językiem współczesnym, a dzięki temu są dla nas bardziej zrozumiałe. Co więcej, odpowiedzi na pytania, udzielane przez tę wyrocznię są często uderzająco wręcz dosłowne. Zapraszam do przeczytania artykułu!

 

KSIĄŻKA LYNDY HILL
“SYMBOLE SABIAŃSKIE: WYROCZNIA”

 

Zachęcam też do zainwestowania w książkę Lyndy Hill „Symbole Sabiańskie: wyrocznia”. Autorka zawarła w niej szczegółowe i wnikliwe interpretacje wszystkich 360 Symboli, z których każdą podzieliła na 5 części. Interpretacja każdego Symbolu zaczyna się od Komentarza, w którym omówiony jest sam „obraz słowny” Symbolu, zawarte w nim odniesienia do przedstawionych w nim sytuacji, wierzeń i mitów, dzięki czemu dowiadujemy się, co ukazuje dany Symbol. Druga część interpretacji to Wyrocznia, zawierająca przesłanie, które stanowi odpowiedź na zadane przez nas pytanie.

 

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Kapłanka albo wiem, że nic nie wiem

18 01 2007

Monika odłożyła słuchawkę i zamyśliła się. To ciekawe, jak jednemu zdarzeniu można nadać zupełnie różne interpretacje. Kłania się poczciwy pan Albert ze swoją teorią. Wszystko jest względne. W rezultacie nic nie jest oczywiste, bo ile osób, Judith Golden's Tarot Deck tyle możliwych interpretacji każdego wydarzenia. Czy w takim razie można ufać swoim wrażeniom i przekonaniom? Przecież one też się zmieniają, choćby pod wpływem upływającego czasu i gromadzonych doświadczeń. Może dobrym wyjściem byłby brak jednoznacznego i autorytarnego oceniania swoich odczuć i przeświadczeń? Przekonanie o własnej nieomylności jest w końcu takie aroganckie. W każdym razie, na pewno lepiej nie przywiązywać się do tego, co nam się wydaje, że wiemy. Wtedy łatwiej będzie dostrzec swój ewentualny błąd w rozumieniu, czy postrzeganiu czegoś lub kogoś. No tak, wiem, że nic nie wiem, oto uniwersalne rozwiązanie problemu niepewności wynikającej ze względności wszystkiego. Jednym słowem, więcej pokory, drodzy państwo. Przyjmijcie do wiadomości, że możecie się mylić i w razie czego nie bójcie się do tego przyznać. W przeciwnym razie, opierając się i upierając, można zabrnąć w ślepy…

 

Dzwonek u drzwi przerwał jej rozważania. Monika otrząsnęła się z poczucia wzniosłej mądrości, które zdradziecko, a niepostrzeżenie zaczęło się w niej zalęgać i poszła otworzyć.

 

W drzwiach stała jej siostra, Anka. Jak zwykle, zamiast powitania, przez kilka sekund wpatrywała się w Monikę tym swoim przenikliwym wzrokiem, tak charakterystycznym dla osób o zdolnościach mediumiczno-empatycznych lub, niestety częściej, o zachwianej równowadze psychicznej. Nauczona doświadczeniem, Monika również bez słowa, wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi.

 

- Co ty dzisiaj… taka udu-cho-wiona? - Anka, jak zwykle, mówiła powoli, z pewnym trudem artykułując niektóre słowa. - Zaczęłaś… medy-to-wać, czy co?

 

- Nie - odparła Monika po prostu, nie wdając się w żadne wyjaśnienia. Anka i tak nigdy nie słuchała. - Zrobię kawy.

 

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Astrodrama: Księżyc–Słońce–Ascendent

14 01 2007

W ramach uzupełnienia poprzedniego wpisu wyszperałem na forum psychotronika.pl swój post na podobny temat, trochę go przeredagowałem i uzupełniłem.

 

Zwykle szczegółową interpretację horoskopu zaczyna się od Wielkiego Trio, które tworzą Księżyc, Słońce i ascendent. Każdy z tych elementów jest tak samo ważny, warto więc zastanowić się nad każdym z nich z osobna, ale równie ważne jest dostrzeżenie rodzaju i sposobów ich interakcji.

 

Dramatis Personae

 

Księżyc - pokazuje cechy nieświadomie przejmowane od matki (lub innego opiekuna) w najwcześniejszym okresie życia, kiedy dziecko nie odróżnia jeszcze siebie od matki. Księżyc w horoskopie opisuje więc nasze poczucie bezpieczeństwa i doświadczanie opieki i obdarzanie nią. Pokazuje, co daje nam poczucie bezpieczeństwa i jak radzimy sobie z opiekuńczością.

 

Słońce - pokazuje m.in. nasze wewnętrzne poczucie „ja”, to, kim się czujemy, gdy mówimy „w głębi duszy jestem…”. Swojego Słońca zaczynamy doświadczać, kiedy budzi się nasze świadome poczucie siebie, kiedy zaczynamy myśleć o sobie w kategoriach „ja”, a nie w trzeciej osobie (małe dzieci mówią i myślą w ten sposób o sobie i opisują tak swoje działania, np.: schodząc ze schodów mruczą do siebie: „Basia/Adaś telas schodzi po schodach” - robią tak, bo to właśnie słyszą od innych, a nie mają jeszcze świadomego poczucia własnego „ja” ).

 

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Socjopatyczna Malkontentka i Baran solarny

11 01 2007
Mam serdecznego przyjaciela - jest Baranem. Wszyscy znajomi mówią, że to niemożliwe. Ale właśnie tak jest. A co to znaczy Baran solarny. Uprzejmie proszę o odpowiedź, bo ja nigdy horoskopów, żadnych, a jak się znalazł fachowiec to zapytam o wszystko. Masz pecha…Socjopatyczna Malkontentka, 10 stycznia 2007, @ 10:18 pm

 

Zaczęło się jako komentarz-odpowiedź na komentarz-pytanie Socjopatycznej Malkontentki, a w rezulatcie powstał nowy wpis. I to ma być pech? Dzięki za socjopatyczny wkład i malkontencką inspirację!

 

Na początek krótka odpowiedź na Twoje pytanie: Baran solarny to tylko precyzyjniejsze określenie potocznej nazwy osoby urodzonej „pod znakiem Barana”.

 

Teraz uściślenie: prawdziwy horoskop nie ma nic wspólnego z tym, co pod tą nazwą znaleźć można w popularnej prasie, np. w Dzienniku… Horoskop to przedstawiony najczęściej w formie koła układ ciał niebieskich i różnych punktów w chwili i miejscu zaistnienia jakiegoś zdarzenia, np. czyichś narodzin (ten rodzaj horoskopu to tzw. radix). Przykład można obejrzeć tutaj: radix Agathy Christie.

 

Horoskop zawiera wiele wzajemnie powiązanych ze sobą elementów, m.in. ciała niebieskie, znaki Zodiaku, tzw. domy astrologiczne, ascendent, descendent, Medium Coeli, Immum Coeli - a wszystko to połączone tzw. aspektami, czyli określonymi odległościami kątowymi. Każdy z nas ma w swoim horoskopie wszystkie te elementy, tyle że inaczej poukladane i inaczej powiązane ze sobą. Czyli można uznać, że zbudowani jesteśmy z tych samych klocków, ale każdy z nas stanowi zupełnie inną i niepowtarzalną konstrukcję. A nawet jeśli są to konstrukcje bardzo do siebie podobne (jak choćby w przypadku niektórych bliźniąt), to każdy ma wolną wolę i może nimi rozporządzać według swej woli. Innymi słowy, horoskop to mapa potencjałów, a to, co każdy z nas z tymi potencjałami zrobi, to już inna sprawa. Każdy ma jakieś możliwości rozwoju, a czy z nich skorzysta i jak, to już kwestia indywidualnego wyboru (oraz sytuacji społeczno-polityczno-historyczno-obyczajowo-ijakiejtamjeszczektochce).

 

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Nowy Rok Zodiaczków

31 12 2006

Początek roku to doskonały okres na zastanowienie się nad sobą, podsumowanie tego, co było i zaplanowanie swojej przyszłości, przynajmniej na najbliższe dwanaście miesięcy, więc natychmiast po imprezie sylwestrowej, w równym stopniu odurzone refleksyjnym nastrojem co szampanem, Zodiaczki wracają do domu, pełne nadziei, że w nadchodzącym Nowym Roku Opatrzność pozwoli im wreszcie w pełni błysnąć niezliczonymi przymiotami i ukryć ewentualne niedoskonałości, a także wręczy wszelkie możliwe do zdobycia laury. Aby wspomóc niebiosa w tym niełatwym zadaniu, Zodiaczki nie zasypiają gruszek w popiele, lecz ochoczo biorą się do układania ambitnych planów działania, czyli robią postanowienia noworoczne, w których aż roi się od dobrych chęci, którymi jednak, w rezultacie, co roku zostaje wybrukowany całkiem pokaźny kawałek piekła.

BARAN
Tom Arma's Zodiac BabiesBaran dostałby chyba apopleksji, gdyby ktoś zdążył wymyślić, a już nie daj Boże, wykonać jakiekolwiek noworoczne postanowienie przed nim, więc skoro tylko zegar skończy wybijać północ, pośpiesznie kończy swe sylwestrowe balety i pędzi do domu, co sił w nogach, po drodze starając się szybciutko coś wykombinować, żeby móc przystąpić do realizacji natychmiast po przestąpieniu progu swego domu. Na brak pomysłów nigdy nie narzeka, a że bardziej liczy się dla niego działanie niż dumanie, Baran nie traci czasu na zapisywanie tego, co zamierza w Nowym Roku zrobić, lecz niecierpliwie zakasuje rękawy i ochoczo rzuca się do roboty. Szturmem zdobywa własne mieszkanie, bo woli później wstawić nowe drzwi, niż podczas szukania klucza po kieszeniach sylwestrowej kreacji, narazić się na eksplozję kotłującej się w nim energii. Nad systematycznym rozłożeniem działań i kolejnością ich realizacji na przestrzeni całego roku nawet się nie zastanawia, bo wiadomo, że najlepiej wszystkie postanowienia noworoczne wykonać naraz i to w pierwszym tygodniu Nowego Roku, żeby przez pozostałe pięćdziesiąt jeden tygodni móc zajmować się sprawami bieżącymi. Do czwartej nad ranem zrywa tapety w całym mieszkaniu i wywleka na środek pokoju wszystkie graty, szpargały i śmieci zgromadzone w szafach, szafkach, szufladach i na półkach we wszystkich pomieszczeniach, poza swoją sypialnią, bo gdzieś spać musi, a w bałaganie nie zamierza. Następnie błogo zasypia, w poczuciu dobrze spełnionej powinności noworocznej, a nazajutrz, od rana wita resztę rodzinki powracającej z imprezy radosną informacją, że Nowy Rok rozpoczną jak należy od generalnego remontu całego mieszkania, z piwnicą włącznie, a ponieważ on już swoje zrobił, czas by i inni wykazali się jaką taką aktywnością i od drzwi zapędza wszystkich do roboty, zachęcając ich rześkim „Ruszcie się wreszcie!” a siebie mianując, rzecz jasna, kierownikiem robót.

Baran nie planuje, że w Nowym Roku stanie się lepszą osobą, bo też i zmieniać, ani poprawiać siebie nie zamierza, a skoro już bozia stworzyła go ideałem, no to niech ma. Za to solennie obiecuje sobie wziąć się wreszcie za ten ślamazarny i niepozbierany świat dookoła, ze szczególnym uwzględnieniem swej nieznośnie niemrawej rodzinki, przyjmując za punkt honoru porządne rozruszanie wszystkich jej członków, czy tego chcą czy nie, i jest to jedyne postanowienie noworoczne, które Baran konsekwentnie i systematycznie wprowadza w życie co roku przez cały rok.

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Głupiec albo otwarcie zmysłów

27 12 2006

Pewnego popołudnia przy stoliku na tarasie pewnego hotelu siedziała kobieta w średnim wieku, pogrążona w rozmowie z przyjaciółką. W pobliżu kobiet krążyła dziesięcioletnia dziewczynka. Od pewnego czasu próbowała bezskutecznie zwrócić na siebie ich uwagę, kopiąc kamiennego aniołka przy fontannie albo robiąc różne wygibasy i za każdym razem krzycząc, ile sił w płucach: „Mamo, spójrz na mnie!”, „Zobacz, jego to nie boli, on nie płacze!”, „Mamo, patrz, umiem sięgnąć brodą do kolan!”

Anna Mills Raimondi’s The Fool
W końcu jednak dała za wygraną i podeszła do matki. Z nadąsaną miną szarpnęła ją za sukienkę.

– Nuuudzę się…! – powiedziała przeciągłym tonem.

– No to pobaw się, skarbie – odparła jej matka nieuważnie. – I nie przeszkadzaj nam. Widzisz, że rozmawiam z panią Ewą.

Skarb przewrócił oczami.

– Ale ja się nuuudzę! – powtórzył, dodając przymilnie i przebiegle: – Pobaw się ze mną!

– Jestem zajęta – powiedziała matka niewzruszona. – Później się pobawimy, kochanie.

Kochanie wiedziało jednak swoje.

– Wczoraj też tak mówiłaś – mruknęło pod nosem. – A potem włączyłaś telewizor i kazałaś mi iść spać…

Jej matka zaśmiała się, choć nie wyglądała na rozbawioną.

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Christie for Christmas - part 1

23 12 2006

Agatha Christie kojarzy się wszystkim głównie z licznymi i niezwykle popularnymi kryminałami, które napisała. I słusznie, bo to one uczyniły ją sławną. Ale jej twórczość – choć tak istotna – to tylko część tajemnicy jej sukcesu i efekt tego, jaką była osobą. Tworzymy, wykorzystując materiał, z którego sami się składamy: naszą osobowość, myśli, uczucia, obserwacje, odkrycia. Christie była osobą bardzo ciekawą. Skłonność do autoanalizy i zdolność obserwacji otaczającego ją świata oraz umiejętność „wyłuskiwania” z życia określonych typów osobowości i dostrzegania kierujących ludźmi motywów, często głęboko skrywanych, uczyniły z niej znakomitego psychologa.

Agatha Mary Clarissa Miller ChristieZ jednej strony, treść jej książek przesiąknięta jest – poza misternymi intrygami i frapującymi zagadkami – niezwykle trafnymi, a często zaskakującymi, obserwacjami psychologicznymi oraz szczegółami i szczególikami społeczno-obyczajowymi, które tworzą w jej książkach zupełnie niepowtarzalną atmosferę Anglii (i nie tylko) na przestrzeni niemal całego dwudziestego wieku. Z drugiej strony naturalny dialog, tak charakterystyczna dla niej forma przekazu, pozwalał na wyrażanie całej gamy uczuć, motywów i wszelkich treści w sposób bezpośredni i bez odgrywania roli wszechwiedzącego autora, tłumaczącego czytelnikowi, dlaczego bohater postępuje tak, a nie inaczej.

Spójność psychologiczna postaci w jej książkach sprawia, że nabierają one wiarygodności, mimo, że często nakreślone są tylko jakby od niechcenia, raczej naszkicowane, niż namalowane pełną paletą barw. Tych „kilka kresek” wystarczy jej, by stworzyć wizerunek osobowości stanowiącej spójną i wyrazistą całość, będącą jednocześnie określonym typem, którego manifestacje i wariacje możemy dostrzegać następnie w rzeczywistości, w otaczających nas ludziach. Pod pewnym względem, bohaterowie Agathy Christie mają w sobie coś archetypowego.

Sama Agatha była osobą skrytą, wolała pracować i żyć poza światłem jupiterów, rzadko i niechętnie odsłaniając szczegóły swego życia prywatnego. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie zapobiec ani zabronić pisania o niej i o jej życiu, więc żeby przynajmniej częściowo uniknąć wypisywania bzdur na swój temat, napisała autobiografię – zdecydowanie najwspanialsze dzieło swego życia. W niej zawarła cząstkę prawdziwej siebie, zgodnie z tym, co napisała w przedmowie: Nigdy nie poznamy całego człowieka, jakkolwiek niekiedy w okamgnieniu poznajemy prawdziwego człowieka.

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Wężownik, precesja i inne młoty na astrologię

5 12 2006

Był sobie pewien polski naukowiec, który postanowił kiedyś obalić tezy astrologii – kiedy jeszcze nie miał o niej bladego pojęcia. Ale jako prawdziwy naukowiec nie rzucił się z motyką na Słońce – żeby coś skrytykować, trzeba wiedzieć, co się krytykuje. Zaczął więc studiować astrologię, kreślić horoskopy itd. Wiecie o kim mowa? To dr Leszek Weres, obecnie uważany przez wielu za wybitnego astrologa polskiego, znany i uznany również w świecie…

astrochart

Podobne zapędy do krytykowania, wyśmiewania i ostatecznego obalenia astrologii opanowują dość często jej zagorzałych przeciwników, samozwańczych obrońców zdrowego rozsądku bądź dowolnie pojętej, ale zawsze jedynie słusznej, wiary. Niestety, zew inkwizytorski rzadko idzie w parze z wiedzą lub chęcią poznania, jak w powyższym przypadku. Najczęściej zapałowi z jakim katują wstrętną nierządnicę babilońską ustępuje jedynie ich zdumiewająco beztroska nieznajomość bezlitośnie katowanej ofiary. Coś tam kiedyś usłyszeli, coś gdzieś wyczytali, coś też sami wymyślili, a potem sklecili to i owo, pi razy drzwi, piąte przez dziesiątą wodę po kisielu i już są wytrawnymi znawcami i zbawcami, którzy zauważą, wskażą, udowodnią wszystkim, wszem i wobec, po raz pierwszy, ale raz na zawsze i na wieki wieków, amen.

Jest kilka dyżurnych tematów podejmowanych ochoczo przez coraz to nowych pionierów myślenia zdroworozsądkowego, przekonanych, że dotąd nikt nigdy żadnego z tychże tematów nie podjął ani nawet nie zauważył. Na tapecie pojawiają się więc na zmianę Afera Wężownika, Precesjagate, Sprawa Bliźniacza i inne niezawodne młoty na astrologię.

Przeczytaj resztę tego wpisu »





Mag albo świat równoległy

27 11 2006

Szybkim krokiem wracałem do domu. Zapadł już zmierzch, było zimno i na dodatek zaczynał padać deszcz, a przede mną jeszcze pokaźny kawałek drogi. Zwykle ani taka aura, ani miejsce, ani pora nie nastrajają do zbyt urozmaiconych rozmyślań, na szczęście nie są jednak w stanie zaszkodzić tym rozpoczętym już wcześniej, zwłaszcza, jeśli zdążyły cię zaabsorbować tak silnie jak tego wieczoru moje zaabsorbowały mnie. Niewidzącym spojrzeniem patrzyłem pod nogi, oddając się hipnotyzującemu wpływowi jednostajnego rytmu własnych kroków. Całkowicie zignorowane ulice, placyki, bloki, samochody i ludzie wokół mnie zdawały się tak bezkształtne i nieistotne, jakby stanowiły tło zapomnianego snu.

Scott Cumming's The Magician

Zastanawiałem się nad potęgą myśli. Czy prawdą jest to, co dzisiaj usłyszałem? Czy to możliwe, aby każdy z nas był kreatorem swego życia? I że nasze myśli mają moc sprawczą? Brzmi to jak spełnienie dziecięcych fantazji o posiadaniu magicznej mocy zdolnej cudownie odmienić zły los. Czyżby każdy z nas był takim czarodziejem na własny użytek? Ale jeśli to prawda, to dlaczego tak niewielu ludzi jest szczęśliwych czy choćby zadowolonych z tego kim są i jak żyją? Chociażby ja sam. Dotąd myślałem o sobie i swoim życiu jak o wypadkowej myśli, uczuć, działań i wydarzeń wzajemnie niemal od siebie niezależnych i w znikomym tylko stopniu kontrolowanych przeze mnie. Dzisiaj usłyszałem słowa całkowicie sprzeczne z takim poglądem, a wyłuszczona mi zasada wydawała się tak niezwykle prosta, że mój przyzwyczajony do komplikacji umysł odniósł się do niej podejrzliwie. Dostajesz w życiu to, czego oczekujesz. Zupełnie jak w znanym stwierdzeniu Henry Forda: „Obojętnie, czy uważasz, że odniesiesz sukces, czy że nie, masz rację.” Z drugiej strony, czy to nie on powiedział też: „Możesz wybrać dowolny kolor swego samochodu, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”? Może więc, w ostatecznym rozrachunku, otrzymujemy w życiu nie tyle to, czego pragniemy ale raczej to, co jest nam potrzebne i nie to, czego oczekujemy, ale raczej to, co jest nam przeznaczone? Bo jeśli tak, to właściwie przeżyte życie nie polegałoby ani na walce z przeznaczonym nam losem, ani na bezwarunkowym poddaniu się mu, ale na tym, by stale wybierać swe przeznaczenie. W ten sposób można by wypełnić swe przeznaczenie, nie rezygnując z wolnej woli. Skoro jednak posiadam wolną wolę, a moje myśli mają moc sprawczą, dlaczego dotąd z nich nie korzystałem? I czy w ogóle można z nich nie korzystać? Nie mogę zaprzestać myślenia, a zatem stosuję te zasadę przez całe życie, niezależnie od tego, czy zdaję sobie z tego sprawę, czy nie. Nic dziwnego, że życie wydaje mi się chaotycznym zlepkiem wzajemnie nie powiązanych z sobą elementów, skoro takie właśnie są moje myśli. Korzystam z zasady, mówiącej, że dostajemy w życiu to, czego oczekujemy, ale nie zdając sobie z tego sprawy, stosuję ją niewłaściwie. Podświadomie oczekuję od życia wcale nie tego, czego świadomie pragnę i ta rozbieżność powoduje chaos w moim życiu. Tym razem przyszła mi na myśl baśń Andersena, „Kalosze szczęścia”, w której ludzie nieświadomi są danej im mocy spełniania swych życzeń, czego skutki okazują się dla nich katastrofalne. Tylko czy dowodzi to, że destrukcyjna jest nieświadomość własnej mocy czy raczej nieznajomość swoich pragnień i potrzeb? A może jedno i drugie? W każdym razie, skoro i tak moje myśli wpływają na moje życie, chyba warto postarać się poprawić ich jakość…?

Przeczytaj resztę tego wpisu »