Mag albo świat równoległy
27 11 2006Szybkim krokiem wracałem do domu. Zapadł już zmierzch, było zimno i na dodatek zaczynał padać deszcz, a przede mną jeszcze pokaźny kawałek drogi. Zwykle ani taka aura, ani miejsce, ani pora nie nastrajają do zbyt urozmaiconych rozmyślań, na szczęście nie są jednak w stanie zaszkodzić tym rozpoczętym już wcześniej, zwłaszcza, jeśli zdążyły cię zaabsorbować tak silnie jak tego wieczoru moje zaabsorbowały mnie. Niewidzącym spojrzeniem patrzyłem pod nogi, oddając się hipnotyzującemu wpływowi jednostajnego rytmu własnych kroków. Całkowicie zignorowane ulice, placyki, bloki, samochody i ludzie wokół mnie zdawały się tak bezkształtne i nieistotne, jakby stanowiły tło zapomnianego snu.

Zastanawiałem się nad potęgą myśli. Czy prawdą jest to, co dzisiaj usłyszałem? Czy to możliwe, aby każdy z nas był kreatorem swego życia? I że nasze myśli mają moc sprawczą? Brzmi to jak spełnienie dziecięcych fantazji o posiadaniu magicznej mocy zdolnej cudownie odmienić zły los. Czyżby każdy z nas był takim czarodziejem na własny użytek? Ale jeśli to prawda, to dlaczego tak niewielu ludzi jest szczęśliwych czy choćby zadowolonych z tego kim są i jak żyją? Chociażby ja sam. Dotąd myślałem o sobie i swoim życiu jak o wypadkowej myśli, uczuć, działań i wydarzeń wzajemnie niemal od siebie niezależnych i w znikomym tylko stopniu kontrolowanych przeze mnie. Dzisiaj usłyszałem słowa całkowicie sprzeczne z takim poglądem, a wyłuszczona mi zasada wydawała się tak niezwykle prosta, że mój przyzwyczajony do komplikacji umysł odniósł się do niej podejrzliwie. Dostajesz w życiu to, czego oczekujesz. Zupełnie jak w znanym stwierdzeniu Henry Forda: „Obojętnie, czy uważasz, że odniesiesz sukces, czy że nie, masz rację.” Z drugiej strony, czy to nie on powiedział też: „Możesz wybrać dowolny kolor swego samochodu, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”? Może więc, w ostatecznym rozrachunku, otrzymujemy w życiu nie tyle to, czego pragniemy ale raczej to, co jest nam potrzebne i nie to, czego oczekujemy, ale raczej to, co jest nam przeznaczone? Bo jeśli tak, to właściwie przeżyte życie nie polegałoby ani na walce z przeznaczonym nam losem, ani na bezwarunkowym poddaniu się mu, ale na tym, by stale wybierać swe przeznaczenie. W ten sposób można by wypełnić swe przeznaczenie, nie rezygnując z wolnej woli. Skoro jednak posiadam wolną wolę, a moje myśli mają moc sprawczą, dlaczego dotąd z nich nie korzystałem? I czy w ogóle można z nich nie korzystać? Nie mogę zaprzestać myślenia, a zatem stosuję te zasadę przez całe życie, niezależnie od tego, czy zdaję sobie z tego sprawę, czy nie. Nic dziwnego, że życie wydaje mi się chaotycznym zlepkiem wzajemnie nie powiązanych z sobą elementów, skoro takie właśnie są moje myśli. Korzystam z zasady, mówiącej, że dostajemy w życiu to, czego oczekujemy, ale nie zdając sobie z tego sprawy, stosuję ją niewłaściwie. Podświadomie oczekuję od życia wcale nie tego, czego świadomie pragnę i ta rozbieżność powoduje chaos w moim życiu. Tym razem przyszła mi na myśl baśń Andersena, „Kalosze szczęścia”, w której ludzie nieświadomi są danej im mocy spełniania swych życzeń, czego skutki okazują się dla nich katastrofalne. Tylko czy dowodzi to, że destrukcyjna jest nieświadomość własnej mocy czy raczej nieznajomość swoich pragnień i potrzeb? A może jedno i drugie? W każdym razie, skoro i tak moje myśli wpływają na moje życie, chyba warto postarać się poprawić ich jakość…?
Komentarze : Komentarzy: 13 »
Kategorie : Inspiracje, Szuflada













Ostatnie komentarze